Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty

29.08.2014

Recenzja: "Wędrówka przez sen" - Josephine Angelini

Tytuł: Wędrówka przez sen
Autor: Josephine Angelini
Wydawnictwo: Amber

Liczba stron: 368
Data wydania: lipiec 2012
Ocena: 6/10


Muszę powiedzieć, że jakość tej książki w porównaniu do pierwszego tomu serii jest gorsza. W sumie to szkoda, ponieważ liczyłam na coś równie dobrego, a nawet lepszego niż poprzednia część, no i niestety zawiodłam się prawie na całej linii. 

Niby działo się tutaj równie dużo, co w pierwszej części, ale jak dla mnie fabuła lekko zboczyła z obranego wcześniej kursu i niezbyt mi się to spodobało. Nadal głowię się, dlaczego autorka zdecydowała się pójść w ten utarty schemat trójkąta miłosnego. Ja rozumiem, że ten bohater był potrzebny do fabuły, ale po co od razu dokładać tam miłość. Uważam, iż dałoby się to rozwiązać zupełnie inaczej i prawdopodobnie wyszłoby ciekawiej. Nawet pomijając to, co przed chwilą powiedziałam to ten trójkąt miłosny jest tak mało wiarygodny, że aż szkoda słów. To coś w rodzaju Helena kocha Lucasa, ale jednak nie do końca, bo zakochuje się w kimś innym. No chyba, że kocha dwóch chłopców na raz, co już w ogóle jest dla mnie lekkim absurdem. Poza tym wszyscy jej powtarzali, aby przypadkiem się nie zakochała w tym nowo poznanym gościu, bo to się źle skończy, ale po co słuchać kogokolwiek, lepiej jest być bezmyślnym. W końcu tak fajniej. No, ale mniejsza. Przejdźmy dalej. 

Lucas też wcale nie prezentuje się lepiej. Raz po raz rani Helenę, podobno dla jej dobra, nie stara się i raczej prezentuje postawę ja mam wszystko gdzieś. Najbardziej dobiło mnie to, że kompletnie nie walczył o swój związek z Heleną, chociaż jeszcze kilka stron wcześniej zarzekał się, iż zrobi wszystko, aby mogli być razem. Dla mnie to w żadnym wypadku nie ma sensu i nawet zaczęłam się zastanawiać czy on ją kocha, bo przecież miłość polega na ciągłej walce o lepsze jutro i nie opuszczaniu swojej drugiej połówki w potrzebie. 

Jeszcze jedno na temat Heleny. Boi się Lucasa, ale też boi się powiedzieć komuś o tym jak bardzo nienawidzi swojej misji i to ją zabija. Dodatkowo jej bezmyślność w tej części dosłownie powaliła mnie na łopatki. Mam wrażenie, że wszyscy bohaterowie w jakiś sposób cofnęli się w rozwoju.

Po tym wszystkim, czego doświadczyłam moje oczekiwania, co do zakończenia drastycznie zmalały, a jemu o tak udało się mnie rozczarować. Myślałam, że będzie to coś mogące uratować tą książkę, ale jednak nie. Zakończenie było mdłe i przewidywalne. Niczym mnie nie zaskoczyło i nie zachęciło do sięgnięcia po ostatnią część.

Podsumowując, w tym wypadku niestety sprawdziło się stwierdzenie, iż środkowe części serii są najgorsze. Teraz muszę się poważnie zastanowić czy będę chciała sięgnąć po ostatnią część trylogii. Z jednej strony ten tom mnie do tego nie zachęcił, a z drugiej słyszałam, że trzeci tom jest wręcz zabójczy i warto go przeczytać. Pożyjemy zobaczymy. 


22.07.2014

Recenzja: "Spętani przez bogów" - Josephine Angelini

Tytuł: Spętani przez bogów
Autor: Josephine Angelini
Wydawnictwo: Amber

Liczba stron: 400
Data wydania: lipiec 2011
Ocena: 8/10


Już od jakiegoś czasu chciałam przeczytać tę książkę, ale za bardzo nie było ku temu sposobności aż do teraz. Już nawet nie pamiętam, kto polecał mi ostatnio tę lekturę. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym ile się dzieje, biorąc pod uwagę, iż z wyglądu raczej nie należy do grubych. Zdecydowanie nie było jak się nudzić. Z drugiej strony nie było też sytuacji, w której z powodu napchania akcją ciężko nadążyć za tym co się dzieje. 

W sumie to książka nawet mi się spodobała, chociaż nie była jakaś świetna. Dodatkowo raczej należała do kategorii tych bardziej przewidywalnych, ale mimo to autorka potrafiła tak zbudować napięcie, że chociaż wiedziałam co się stanie to i tak czułam pewien niepokój, podenerwowanie, przed każdym wydarzeniem. Wróć, nie wszystko było takie przewidywalne. Niektóre rzeczy naprawdę mnie zaskoczyły. Często były to tylko takie niuanse, co prawda istotne dla całej historii. 

Jeśli chodzi o bohaterów to nawet polubiłam Helenę. Nie koniecznie stała się ona moją ulubioną bohaterką, ale nie mam nic przeciwko niej. Jest to taka trochę niepewna siebie dziewczyna, która bardzo wyróżnia się zarówno swoją urodą jak i inteligencją. Zarazem nieśmiała i odważna. Chociaż wie, że jest inna to ma straszny problem, aby się z tym faktem pogodzić, a to mnie akurat lekko irytowało momentami. Natomiast Lucas początkowo w ogóle nie zaskarbił sobie mojej sympatii i przez dłuższy czas całkowicie za nim nie przepadałam. Wydawał się być ciut impertynencki, zbyt porywczy i nieświadomy tego, iż swoim zachowaniem rani bliskich. Później trochę się do niego przekonałam, ale nadal raczej nie przepadam za tą postacią. 

Samo zakończenie, jak dla mnie, było wręcz druzgoczące, chociaż zabieg, który wykorzystała autorka nie jest czymś nowym i mogłam się tego spokojnie spodziewać. Zwłaszcza uwzględniając to jak się toczyła akcja w lekturze. Jednak nadal miałam nadzieję, że jednak to wszystko zakończy się inaczej. To ja jeszcze wspomnę o tym, co nie za bardzo mi się podobało. Brakowało mi i to ogromnie takiego wyjaśnienia jak to wszystko działa i dlaczego tak, a nie inaczej. To chyba jedyna rzecz, która tak porządnie mnie irytowała. 

Podsumowując, osobiście z chęcią się dowiem jak autorka dalej pociągnie całą historię, a także czy jednak przekonam się do Lucasa. Poza tym tę książkę czyta się szybko i jest dobrym sposobem na spędzenie czasu. Polecam zwłaszcza osobom zainteresowanym literaturą z nawiązaniami do mitologii. Tutaj je znajdziecie, razem z ciekawą i może trochę zbyt przewidywalną fabułą.


Recenzja bierze udział w Rekord 2014, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu, Book Lovers, Czytam FantastykęMitologia YA 2014KlucznikBingo czytelniczeSerie na starcie 2014Czytamy polecane książki.

13.07.2014

Recenzja: "Ukochany nieśmiertelny", "Porwana w mrok" - Cate Tiernan

Tytuł: Ukochany nieśmiertelny, Porwana w mrok
Autor: Cate Tiernan
Wydawnictwo: Amber

Liczba stron: 344, 304
Data wydania: listopad 2010, styczeń 2012
Ocena: 8/10


Opis: Czasem na zawsze to o wiele za krótko… Nieśmiertelna nastolatka poszukująca sensu śmiertelnego życia i wiecznej miłości. Nowe imię, nowe miasto, nowe życie. Zmieniasz je zbyt często, żeby liczyć. To się nigdy nie skończy. Tak naprawdę nic się nie kończy… kiedy jesteś nieśmiertelna. Nastasya wygląda na kilkanaście lat, ma - kilkaset. I od lat razem z przyjaciółmi prowadzi rozrywkowe życie. Aż do dnia gdy impreza w nocnym klubie kończy się tragedią. Wstrząśnięta bezmyślnym okrucieństwem swojego kumpla Nastasya podejmuje decyzję: koniec z balowaniem i przypadkowymi chłopakami. Zacznie wszystko od nowa – na farmie, gdzie nieśmiertelni uczą się, jak władać magią, by niosła dobro, a nie śmierć. Łatwiej jednak powiedzieć, niż zrobić - zwłaszcza gdy przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. I gdy chłopak o najpiękniejszych oczach, który stał ci się tak bliski, zaczyna pojawiać się w twoich przerażających wspomnieniach…

Doszłam do wniosku, że skoro i tak pochłonęłam obie części jedna po drugiej i są to jedyne części wydane u nas, to równie dobrze mogę napisać wspólną recenzję. Od razu chciałam zaznaczyć, że pierwszy tom już raz czytałam, ale ponieważ to było dawno i mało pamiętałam, to warto było sobie przypomnieć jak to wszystko szło. Ogólnie rzecz biorąc ja bardzo lubię autorkę i jej styl pisania. Trochę temu przechodziłam fazę, kiedy chciałam przeczytać wszystkie książki autorki. Te książki nie są wyjątkiem i też przypadły mi do gustu. Co mnie trochę frapuje, bo ja należę do osób, które wolą jak w lekturze dużo się dzieje, a w tym wypadku jest to dość statyczna książka.

Przez większość czasu akcja toczy się w jednym miejscu, nie ma jakiś fenomenalnych wydarzeń, a bohaterowie nie latają z miejsca na miejsce. Co nie zmienia faktu, że książka w jakiś sposób musi być dynamiczna i jedyne, co mi przychodzi do głowy to dynamiczny styl pisania autorki. W końcu to nie lada wyczyn, aby przeżycia i odczucia bohaterki opisać w ciekawy sposób, nie przynudzając i rozwlekając całej fabuły.

Pewnie w tym momencie zastanawiacie się jak to możliwe, że książka jest ciekawa skoro w większości to odczucia bohaterki. Otóż jest, a to dzięki temu, iż autorka bardzo dobrze buduje napięcie. Przez to czytelnik cały czas jest czujny czekając na to co może się wydarzyć. Zdecydowanie nie brakuje tutaj również zaskakujących zwrotów akcji i dobrze. W końcu fajnie jest być co rusz w jakiś sposób zaskakiwanym.

Główna bohaterka, Nastasya, jest nieśmiertelna i włada magyą. Nie za bardzo wiem jak to czytać, ale jak dla mnie po prostu chodzi o pewien rodzaj magii. Żeby przypadkiem nie było tak pozytywnie, to mamy dwa rodzaje owych umiejętności - te złe i te dobre. Podejrzewam, że w tym momencie już się większość z was domyśliła, o czym w większości jest ta lektura, jeśli oczywiście nie wywnioskowaliście tego z opisu. Jest to taki standardowy schemat walki dobra ze złem, ale nie jest tak źle. Mnie się tam to podobało. Dodatkowo plus za to, e bohaterowie dojrzewają i zmieniają się, a nie stoją w miejscu i sobie egzystują.

Rzadko zdarza mi się stwierdzać, że książki traktujące o tym, co się dzieje w głowie bohaterki są interesujące, ale w tym wypadku jednak to prawda. Chociaż, gdyby była ona napisana w innej narracji niż pierwszoosobowa, to już nie było by tak dobrze. Poza tym dużo do fabuły wnoszą retrospekcje, idealnie uzupełniające historię, aby czytelnik w pełni rozumiał, dlaczego to a nie co innego musiało się teraz wydarzyć.

Jeszcze nie mogę zapomnieć o wątku miłosnym, który dla mnie był ogromnym zaskoczeniem. Więcej nie powiem, bo to mogłoby odebrać komuś radość czytania. Poza tym miałam wrażenie, że mimo wszystko w to mogłoby się naprawdę wydarzyć. Wiecie, co jest najlepsze? Nawet się nie spostrzegłam, kiedy autorka wykreowała takie napięcie między bohaterami, ja go po prostu nie zauważałam aż do ostatniej chwili. Chociaż jak teraz patrzę wstecz to dostrzegam pewne sygnały, które początkowo przeoczyłam.

Jeśli chodzi o zakończenia, to pierwsze było okej, ale dopiero drugie się trochę rozkręciło. Więcej się działo i akcja była bardzo dynamiczna. Ja osobiście nawet nie zdążyłam sobie uświadomić, co się stało, a już było po wszystkim. Przy pierwszym tomie nie było aż takich fajerwerków, ale to właśnie początkowa część trylogii podobała mi się najbardziej. Mam wrażenie, iż idealnie się tutaj sprawdza stwierdzenie, że środkowe tomy wypadają najgorzej. Mam tylko nadzieję na dużą poprawę w podsumowaniu tej serii.

Recenzja bierze udział w Rekord 2014, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu, Book Lovers, Czytaj - to się opłaca, Czytam Fantastykę, Pod hasłem, Z półki 2014, KlucznikBingo czytelnicze.

29.06.2014

Recenzja: "Dziewczyna, którą kochały pioruny" - Jennifer Bosworth

Tytuł: Dziewczyna, którą kochały pioruny
Autor: Jennifer Bosworth
Wydawnictwo: Amber

Liczba stron: 318
Data wydania: marzec 2013
Ocena: 8/10


Opis:  Mia Price to dziewczyna, którą kochają pioruny. Los Angeles jest jednym z niewielu miejsc, gdzie czuje się bezpieczna. Do czasu gdy trzęsienie ziemi niszczy miasto. Wokół panuje chaos. Plaże zmieniają się w gigantyczne wioski namiotów. Śródmieście jest rumowiskiem. Nocami w opuszczonych budynkach odbywają się dzikie imprezy. Ich uczestników przyciąga w ruiny moc, której nie potrafią się oprzeć. Dwie walczące ze sobą sekty gromadzą coraz więcej wyznawców. I obie widzą w Mii klucz do wypełnienia dwóch apokaliptycznych proroctw... Tajemniczy Jeremy obiecuje ją chronić, lecz czy jest tym, za kogo się podaje? Mia nie jest tego pewna. Wie tylko, że jego dotyk jest bardziej elektryzujący niż uderzenie pioruna.

 Pamiętam jak ileś temu po przeczytaniu zapowiedzi tej właśnie książki nie mogłam się doczekać, kiedy ją przeczytam, ale jak to ze mną bywa pochłonęło mnie coś innego i całkowicie o niej zapomniałam, aż do teraz. Nie wiem dlaczego, ale coś mi gdzieś świta, iż słyszałam kilka mało pochlebnych opinii na temat lektury, ale jakoś nie mogę sobie przypomnieć, kiedy i gdzie. W każdym bądź razie jestem dość pozytywnie zaskoczona.

Doszłam do wniosku, że najpierw po marudzę wam, co mi się nie podobało, a dopiero później przejdę do tych miłych rzeczy. Brak mi opisu wyglądu bohaterki. Normalnie by mi to nie przeszkadzało, ale prawie każdy bohater jest w jakiś sposób opisany z wyglądu, a o Mii wiemy tyle, że ma na ciele figury lichtenberga, a tak poza tym to bardziej przypomina ojca niż matkę. Poza tym zakończenie było do niczego. Jak dla mnie ciut za przewidywalne i trochę za bardzo pozytywne. Gdybym nie wiedziała od początku, że to pierwsza część serii, to na 100 procent nie doszłabym do takiego wniosku po przeczytaniu zakończenia. Ono zdecydowanie bardziej pasuje mi do książki, która nie należy do jakiegoś cyklu. Zdecydowanie pod tym względem byłam zaskoczona, ale brakowało mi tego napięcia, dzięki któremu czytelnik chce kontynuować swoją przygodę z serią.

Mimo to lektura bardzo przypadła mi do gustu, tak bardzo, iż w większości nie zwracałam uwagi na te minusy, o których przed chwilą wspominałam. Fabuła poza byciem interesującą ma również szybkie tempo, ale mi to zupełnie nie przeszkadzało, ponieważ w pewien sposób czyni to książkę interesującą i wciągającą. To może się wydawać dużym zaskoczeniem, ale ogólnie lektura należy do tych nieprzewidywalnych. No oprócz zakończenia, ale to naprawdę da się przeżyć.

Jeśli chodzi o bohaterów, to jak dla mnie byli okej. Mia nie irytowała mnie swoim zachowaniem, nie była też perfekcyjna czy nadmiernie zarozumiała. Ta osóbka chodzi swoimi drogami i ma swój sposób bycia, ale dla bliskich zrobi wszystko bez mrugnięcia okiem, nawet jeśli to oznacza poświęcenie samej siebie. Z drugiej strony Jeremy jest jednym wielkim znakiem zapytania. Początkowo oprócz tego jak wygląda nie wiedziałam nic, no dobra jeszcze było powiedziane, że ma pewnego rodzaju zdolności paranormalne. Chociaż byłam pewna, iż tego coś takiego będzie mnie irytowało, to jednak okazało się być świetnym pomysłem. Może nie przywiązałam się do tego bohatera, ale zdecydowanie chciałbym się dowiedzieć o nim więcej.

Autorka wykreowała świetny świat przedstawiony, może i nie jest on nie z tej ziemi, ale jego prawdziwość nadaje książce realizmu. Natomiast opisy tego świata nie są kwieciste, ale zwięzłe i idealnie oddają atmosferę tego miejsca. Osobiście nie widziałam LA na żywo, ale po tej katastrofie opisanej w książce, to w mojej głowie wygląda ono zabójczo, wręcz apokaliptycznie.

Bardzo mnie ucieszyło to, iż autorka nie powieliła schematu miłości od pierwszego wejrzenia. Owszem coś między dwójką bohaterów jest, ale ja to bym raczej nazwała pociągiem fizycznym niż miłością. Taki zabieg mi się ogromnie spodobał, ponieważ jest w nim potencjał na przyszłość. W końcu pożądanie może przerodzić się w miłość.

Ogólnie książka ogromnie mnie wciągnęła i pochłonęłam ją w jeden dzień, co nie jest zadziwiające w końcu do grubych to ona nie należy. Tak właśnie sobie uświadomiłam, że jest to kolejna książka o tematyce dystopijnej, którą w ostatnim czasie przeczytałam i muszę powiedzieć, iż na tle innych zdecydowanie się wyróżnia. I chwała jej za to, w końcu kto lubi jak ileś książek pod rząd jest tak podobnych, że aż nie można ich odróżnić od siebie.Tak na koniec to chciałabym jeszcze wspomnieć o okładce. Na pierwszy rzut oka nie przypadła mi ona do gustu, ale jak jej się bliżej przyjrzałam, to jednak spodobała mi się. Nie koniecznie jest super piękna, ale jest w niej coś co przemawia do mnie.


Recenzja bierze udział w Rekord 2014, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu, Book Lovers, Czytaj - to się opłaca, Czytam Fantastykę, Klucznik, Dystopia 2014, Grunt to okładka, Serie na starcie 2014, Z półki 2014Bingo czytelnicze.

21.04.2014

Recenzja: Seria "Królowa Betsy" - MaryJanice Davidson

Tytuł: Nieumarła i niezamężna, Nieumarła i bezrobotna, Nieumarła i niedoceniona, Nieumarła nieodwracalnie
Autor: MaryJanice Davidson
Wydawnictwo: Amber

Liczba stron: 304, 256, 240, 240
Data wydania: marzec 2011
Ocena: 8/10 - ogólna całej serii


Opis: Seks w wielkim mieście w wampirycznym wydaniu. Po śmierci najgorsza jest świadomość, że spędzisz wieczność w tandetnych pantoflach. A twoje Blahniki i Jimmy Choo zagarnie wredna jędza…  Dzień, w którym umarłam, zaczął się kiepsko i z każdą chwilą stawał się coraz gorszy… Jednego dnia wylecieć z pracy i wpaść pod samochód to doprawdy frustrujące. Ale nie to najbardziej przybija Betsy Taylor – byłą sekretarkę… i świeżo upieczoną wampirzycę. Jej największym problemem nie jest nowy stan ciała i ducha, ale fakt, że ma na nogach tanie, paskudne buty… To jednak dopiero początek kłopotów. Wśród wampirów krążą plotki, że właśnie ona ma zostać nową królową. A Betsy odkrywa, że w nowym życiu (po życiu) ma do wypełnienia niebezpieczną misję. A do pomocy – zabójczo przystojnego i irytująco staroświeckiego nieumarłego…

Serię, już jakiś czas temu poleciła mi koleżanka, niestety jakoś nie było okazji, żeby ją przeczytać, aż do teraz. Nadrobiłam zaległości i muszę powiedzieć, że seria zapowiada się fajnie, szkoda tylko, że u nas są wydane tylko 4 tomy, i nie zapowiada się, aby było więcej, a w USA jest ich już aż 12. W tym wypadku pewnie skończy się tak, że przeczytam resztę po angielsku.

Jak pewnie już zauważyliście jest to recenzja wszystkich części, które zostały wydane w Polsce. Zdecydowałam się na coś takiego, ponieważ książki są na tyle krótkie, że pisząc pojedyncze recenzje byłyby one za mało rozbudowane, a poza tym przeczytałam je po kolei bez żadnych przerywników w postaci innych książek, także to wydaje się być bardziej odpowiednią formą recenzji w tym  wypadku.

Myślałby kto, że książki o wampirach już mi się przejadły i teraz tylko będą mnie nudzić. Nic bardziej mylnego, zwłaszcza, jeśli te wampiry są w jakiś sposób wyjątkowe. Zapewniam was, iż te są i to bardzo, a zwłaszcza główna bohaterka Betsy. Sądzę, że największym plusem w wypadku tej lektury jest jej długość, a raczej "krótkość". Czyta się ją ekspresem, więc to idealna książka, do przeczytania wieczorem przed snem. Nie będziemy przez następne dni i godziny roztrzepywać co się wydarzyło, a co nie. Jedyne, na co jesteśmy narażeni, to nieodparta ochota sięgnięcia po następną część.

Idąc o krok dalej muszę stwierdzić, że lektura jest wyjątkowo przezabawna, momentami nie mogłam przestać się śmiać, a wręcz chichotać. Nawet nie ma mowy, o tym, aby się przy niej nudzić. Nieprzewidywalność to jej drugie imię, - książki oczywiście - co rusz mnie czymś zaskakiwała, najczęściej w momentach, kiedy już byłam pewna, co wydarzy się dalej.
 

Jeśli chodzi o Bohaterów, to mamy Betsy, która uwielbia otaczać się luksusem, a jej miłością są buty znanych projektantów. Jest to bardzo uparta osóbka, która nie boi się postawić na swoim. Zdecydowanie ciesz mnie, że mimo zwrotu o 180 stopni, jaki zaliczyło jej życie nadal pozostaje sobą i za nic w świecie nie wpada w panikę. Poza tym świetnie, że autorka poświęciła też czas bohaterom drugoplanowym, ponieważ dzięki temu są oni na tyle wyraziści, że nie są przytłoczeni osobowością Betsy. No i mamy jeszcze Erika, który mimo bycia postacią drugoplanową, w sumie we wszystkich 4 książkach, to ma największy wkład w fabułę. Wiecie to taki pewny siebie macho, który bierze, co chce nie pytając się o pozwolenie. Lubi ustawiać ludzi i jest wkurzony, gdy ktoś się nie podporządkuje. Był wnerwiający, ale jego obecność była zdecydowanie zauważalna.

Ogólnie w serii zostało wykorzystane od groma stereotypów o wampirach, natomiast niektóre zostały zmodyfikowane w bardzo interesujący sposób i dobrze, ponieważ inaczej powiewałoby trochę nudą. Co więcej kolejne tomy są w miarę spójne, jeśli chodzi o poziom, jaki przedstawiają. Są wzloty i upadki, niektóre tomy lubię bardziej inne mniej, ale to chyba normalne. Poza tym troszkę mnie wkurza, że w kolejnych częściach bohaterka mięknie i nie jest już taka nieustępliwa, momentami natomiast robi się z niej taka trochę nastolatka z szalejącą burzą hormonów.



Szkoda, że wątek miłosny jest tak słabo rozwinięty, naprawdę mi tego brakuje. Dobrze, iż w pewien sposób rekompensuje to cała ta akcja, która jest w książce. Jeśli chodzi o wątki, to plus za sprawne rozwijanie ich i zakańczanie, aby na ich miejsce pojawiły się nowe. Co prawda mam wrażenie, że jak na tak krótką książkę tego wszystkiego jest za dużo. Na szczęście nie jest to długotrwałe odczucie.

Podsumowując muszę powiedzieć, że jest to taka lekka lektura, idealna do czytania do poduszki. Z pewnością, nie trzeba będzie jej analizować po przeczytaniu. Ponad to śmieszna i wartka akcja nie pozwoli się wam z nią nudzić. Z drugiej strony, jeśli ktoś nie przepada za nie dokańczaniem serii, to lepiej się za nią nie brać, no chyba, że nie macie problemu z doczytaniem reszty tomów w oryginale.






Recenzja bierze udział w Rekord 2014, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu, Czytam Fantastykę, Book Lovers, Klucznik, Serie na starcie 2014, Czytaj - to się opłaca, Czytamy polecane książki, Grunt to okładka.

29.03.2014

Recenzja: "Anna i pocałunek w Paryżu" - Stephanie Perkins

Tytuł: Anna i pocałunek w Paryżu
Autor: Stephanie Perkins
Wydawnictwo: Amber

Liczba stron: 320
Data wydania: marzec 2013
Ocena: 9/10


Opis:
Ta powieść jest jak spacer ulicami Paryża w przeczuciu, że nagle drogę zastąpi nam miłość...
Każda siedemnastolatka byłaby wniebowzięta, gdyby ojciec postanowił wysłać ją na rok do Paryża.
Ale Anna jest szczęśliwa w Atlancie – ma fajne liceum, najlepszą przyjaciółkę i chłopaka… no prawie. Więc nie skacze do góry z zachwytu.
Paryż wcale jej się nie podoba – dopóki w nowej szkole nie pozna Eti enne’a. Eti enne jest superparyski, megaprzystojny i ma wszystko – niestety, z dziewczyną włącznie. Ale przecież w Paryżu każde marzenie może się spełnić.
Czy najbardziej romantyczny rok w najbardziej romantycznym mieście świata zakończy się tak wyczekiwanym przez Annę najbardziej romantycznym pocałunkiem.

Jakoś nigdy nie przepadałam zbytnio za takimi książkami. W moim mniemaniu było po prostu nudne i nie widziałam sensu męczyć się z nimi, jeśli mogłam przeczytać coś co sprawiłoby mi więcej przyjemności. Jak widać jednak mój gust się zmienił i teraz dałam szanse również takim książkom. W każdym bądź razie o tej pozycji nasłuchałam się dużo wśród booktuberów i jak tylko znalazłam ją w promocji, to musiałam ją mieć. To była świetna decyzja, od teraz chyba zacznę czytać więcej książek z samym wątkiem miłosnym, ponieważ dowiedziałam się co tracę. Przyznam szczerze, iż wręcz nie mogłam się oderwać od lektury, była taka wciągająca. 

Na pierwszy ogień idą bohaterowie. Anna to zwyczajna nastolatka, która boi się nowych sytuacji. Mimo kilku wad, takich jak bycie nieśmiałą i strachem przed byciem samodzielną, nie da się jej nie polubić. Nie jest to jakaś wyidealizowana dziewczyna, do której ślinią się wszyscy faceci, ani nic w tym guście. Jest to bardzo prawdziwa postać, która podczas pobyty z dala od rodziców dojrzewa, nie tracąc w międzyczasie nic ze swojej realności. Sądzę, że każda dziewczyna czytająca tą książkę będzie w stanie znaleźć u Anny coś z czym można się utożsamić. W moim wypadku zdecydowanie tak było.

Jeśli chodzi o Etiena, to gość mnie po prostu irytował i nic nie wskórał tutaj jego zabójczy brytyjski akcent. Zachowywał się jak taki pierwszorzędny dupek, inaczej się tego nie da nazwać. Wkurzało mnie to, ale niechętnie stwierdzam, iż bez tego książka straciłaby coś ze swojego uroku. Koniec końców nawet go polubiłam. Tak sobie teraz uświadomiłam, że żaden z bohaterów nie był opisany z wyglądu zbyt szczegółowo i nawet mi to nie przeszkadzało podczas czytania.

Jeśli chodzi o samą historię, to jest ona ogromnie podnosząca na duchu, a zarazem tak prawdziwa, że uwierzyłam, iż sama mogłabym coś takiego przeżyć. Były tutaj smutne chwile, kiedy miałam chęć urwać paru bohaterom głowę, jaki i chwile kiedy wręcz nie mogłam się przestać śmiać, ale ludzie dookoła mnie patrzyli jakbym była wariatką. Coś czuję, że książka zadomowi się na liście moich ulubionych na dłuższy czas.

Polecam. Przeczytajcie sami i przekonajcie się co o niej sądzicie.

19.03.2014

Recenzja: "Przysięga" - Kimberly Derting

Tytuł: Przysięga
Autor: Kimberly Derting
Wydawnictwo: Amber

Liczba stron: 272
Data wydania: luty 2013
Ocena: 7/10


Opis:
Słowa są najniebezpieczniejszą bronią..
Ludania, brutalny kraj z surowymi prawami i społeczeństwem podzielonym na klasy mówiące różnymi językami. Najmniejsze naruszenie zasad, nawet spojrzenie w oczy przedstawicielowi wyższej klasy, karane jest śmiercią – tak jak najmniejsza próba sprzeciwu wobec rządów bezwzględnej królowej.
Siedemnastoletnia Charlaina rozumie wszystkie języki. Przez całe życie z powodzeniem ukrywała ten śmiertelnie niebezpieczny dar – aż do dnia gdy spotyka Maxa. Przystojny, zagadkowy chłopak mówi językiem, jakiego wcześniej nie słyszała. I zna jej tajemnicę...

O tej książce słyszałam wiele dobrego od booktuberów i to właśnie wszystkie te pozytywne opinie skłoniły mnie do zakupu i przeczytania książki. Zawiedziona nie jestem, ale byłam pewna, że to nie będzie kolejna seria. A co się okazało, owszem to jest kolejna seria. Domyśliłam się tego po skończeniu lektury i trochę mnie to zasmuciło.

Po pierwsze książka jest krótka i czyta się ją błyskawicznie, jak ja to mówię "jednowieczorowa książka". Ostatnio coraz bardziej doceniam takie lektury, ponieważ nie zabierają ci nie wiadomo ile czasu, więc jak się wciągniesz to nie ryzykujesz niewyspaniem następnego dnia, bądź zaniedbaniem ważnych obowiązków.

Jeśli chodzi o sam pomysł na fabułę, to od początku wydawał mi się on ciekawy i tak się też okazał. Idealnie wpasowywał się w wizję dystopijnego świata. Muszę wam też powiedzieć, że nie dało się nudzić przy tej książce, tyle się działo i tak wartka była akcja. Niestety jak dla mnie działo się wręcz za dużo, jak na tak krótką książkę. Nie pozwolił mi to na bliższe zapoznanie się z bohaterami, a szkoda, bo mam wrażenie, iż niektórych bardzo bym polubiła.

Jeśli chodzi natomiast o główną bohaterkę, to jej zachowanie mnie irytowało. Zachowywała się jak taka mała zagubiona dziewczynka, chociaż muszę jej przyznać, że w stresujących sytuacjach wręcz rozkwitała i od razu czytało się o jej przygodach przyjemniej.

Ogólnie była bardzo zaskoczona rozwojem wypadków, na pewno nie byłaby to moja pierwsza myśl przy rozważaniu, co będzie dalej. Są pewne niedociągnięcia i wszystko dzieje się za szybko, co nadaję książce pewnego surrealizmu i do tego irytuje mnie niezmiernie, ale źle nie jest. Powiedziałabym wręcz, iż jest dobrze, ale trochę za przeciętnie.

Recenzja bierze udział w Book Lovers, Rekord 2014, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu, Czytaj - to się opłaca, Czytam Fantastykę, Grunt to okładka, Klucznik, Serie na starcie 2014, Czytamy polecane książki, Pod hasłem, Z półki 2014, Dystopia 2014.

15.03.2014

Recenzja: "Nie chcesz wiedzieć" - Lisa Jackson

Tytuł: Nie chcesz wiedzieć
Autor: Lisa Jackson
Wydawnictwo: Amber

Liczba stron: 416
Data wydania: luty 2013
Ocena: 8/10


Opis:
Przed dwoma laty wysepka u wybrzeży Oregonu była świadkiem dramatycznych wydarzeń, kiedy seryjny morderca kobiet uciekł ze szpitala psychiatrycznego. Wkrótce potem szpital zamknięto. Przestępcy nigdy nie schwytano.
W życiu Avy rozegrał się wtedy jednak inny dramat…
W snach Avy jej synek wygląda tak samo jak wtedy, gdy widziała go po raz ostatni. Ale na jawie za każdym razem na nowo boleśnie przeżywa swoją tragedię: Noah zniknął bez śladu dwa lata temu. Więc jak to możliwe, że nocą słyszy jego płacz, a w sennych koszmarach widzi, jak Noah biegnie po pomoście, jak jest coraz bliżej krawędzi
To skutek traumy, przekonują psychiatrzy. Ale Ava nie może się oprzeć wrażeniu, że mąż, rodzina i terapeuta nie mówią jej wszystkiego.
Nagle znów ktoś zaczyna mordować kobiety – które Ava dobrze znała. A na wyspie pojawia się tajemniczy mężczyzna.

Nie wiem jak wy, ale ja czasami wręcz muszę sięgnąć po jakiś kryminał. Za dużo romansów grozi zlasowaniem mózgu, a tego bym nie chciała. Trochę temu przyszedł taki właśnie czas i zaczęłam się zastanawiać, co by tu przeczytać. Z opresji wybawiła mnie koleżanka, która właśnie skończyła czytać tą książkę i zaproponowała, że mi pożyczy, bo świetnie się czyta. Ponieważ jest to dzieło autorki, którą bardzo lubię i cenię miałam nadzieję, że m się spodoba.

Co się okazało, czytało się ją super i była naprawdę zajmująca, a na to miałam nadzieję. Dosłownie kilka razy odłożyłam lekturę na bok, po to, aby poukładać sobie w głowie wszystko czego się dowiedziałam i wyciągnąć jakieś sensowne wnioski. Lubię robić takie przerywniki podczas czytania kryminałów, ponieważ pozwalają one na nie zgubienie się w fabule jak i oferują możliwość odgadnięcia co będzie dalej. Nie żeby mi się często zdarzało wydedukować, kto zabił albo co się tak naprawdę stało, ale to właśnie dobrze. Dzięki temu wiem, że autor się postarał i dalej będzie równie ciekawie. W tym wypadku niestety nie udało mi się niczego dobrze zgadnąć, ale śledziłam na bieżąco fabułę i miałam swoje typy.

Z tego, co pamiętam, a nie jest to moja pierwsza przeczytana książka tej autorki, to jej prace posiadają jedną wspólną cechę, a mianowicie wątek miłosny. Tak wiem, chwile temu pisałam, że sięgnęłam po tą książkę, aby od miłości odpocząć, i mimo, iż może wam się to wydawać dziwne, to właśnie tak jest. Dzieje się tak, ponieważ wątek miłosny jest wątkiem bardzo pobocznym i takim dodatkiem do reszty fabuły. W tym wypadku podgrzewa atmosferę niektórych wydarzeń, a poza tym miłość i morderstwo są często ze sobą ściśle związane. Także nie obawiajcie się, fabuła skupia się bardziej na morderstwie niż czymkolwiek innym.

Poza tym, jak dla mnie, autorka jest świetna w przetykaniu fabuły najróżniejszymi zwrotami akcji, jak i tajemnicami do rozwiązania. Można by rzec, iż dosłownie niemożliwością jest odgadnięcie ich wszystkich. Zawsze zostanie jakaś tajemnica, która tylko czeka by ugryźć nas w tyłek. Dodatkowo, jakie tu było chwilami napięcie, wręcz namacalne. Czasami zbudowane tylko po to, aby zmylić czytelnika. Samo zakończenie jest równie dramatyczne, jak zaskakujące. To tak zwana wisienka na torcie, przepysznym torcie, jeśli mogę dodać.

Jeśli chodzi o bohaterów, to są oni bardzo realni. Ogromnie się zżyłam z główną bohaterką i na każdym kroku jej kibicowałam. Podziwiałam to jak zmieniał się jej charakter, jak również siłę, jaką miała w sobie, a która pozwoliła jej nie tylko przetrwać wszystkie okropieństwa, ale też nigdy się nie poddać.

To wszystko razem wzięte, ani na moment nie pozwoliło mi się znudzić książką. Jak dla mnie to idealna lektura, aby zająć czymś swoje myśli, a przy okazji odprężyć się i nie narażać na złamane serce z powodu perypetii bohaterów. Nie mówię, że zawsze było różowo, - owszem były smutne momenty - ale zaczynając czytać tego typu książkę jestem mentalnie przygotowana na dobre i złe chwile.

20.01.2014

Recenzja: "Wariant" - Robison Wells

Tytuł: Wariant
Autor: Robison Wells
Wydawnictwo:
Amber
Liczba stron: 304
Data wydania: styczeń 2012
Ocena: 6/10

Opis: W Akademii Maxfield musisz wybierać: Porządek albo Spustoszenie albo Wariant. Benson musi przyłączyć się do jednej z tych grup, żeby przetrwać. Ale wie, że powinien uciec. I że ufać może tylko sobie. Siedemnastoletni Benson myślał, że stypendium Akademii Maxfield będzie przepustką do lepszego świata.
Mylił się. Został uwięziony w szkole otoczonej drutem kolczastym. W szkole, w której kamery śledzą każdy ruch. W której nie ma dorosłych. W której uczniowie podzielili się na trzy grupy, po to żeby przeżyć. Jeśli nie jesteś w żadnej z nich, to nie ma ciebie. Jeśli złamiesz regulamin, znikasz... Lecz Benson nie wie jeszcze wszystkiego. A kiedy odkrywa prawdziwą tajemnicę Akademii Maxfield, uświadamia sobie, że posłuszeństwo może przypłacić losem znacznie gorszym niż śmierć. I że ucieczka – jedyna szansa na przetrwanie – może okazać się niemożliwa...

Co się najpierw robi jak ktoś ci w bibliotece mówi, że ta książka jest fajna, przeczytaj? Czyta się opis z tyłu. No i tak zrobiłam, nie byłam nim zachwycona, ale ufam pani w bibliotece, ponieważ zazwyczaj  poleca mi tylko ciekawe książki. Tak, więc, wypożyczyłam i sobie leżała, bo jakoś tak nie mogłam się do nie zabrać. Jak już zaczęłam czytać to też nie podeszłam do niej jakoś entuzjastycznie.

Niby zawiedziona książką nie jestem, ale z drugiej strony szału nie ma. Pomysł rzeczywiście ciekawy, tak bardzo realistyczny, aż za bardzo. Także jest to dość przerażające, jeśli się nad tym dłużej zastanowić. Potencjał jest, ale co z tego, skoro się zmarnował.

Główny bohater strasznie wkurzał mnie swoim zachowaniem, po prostu momentami nie mogłam z nim wytrzymać. Owszem były inne postacie, ale prawie w ogóle nie miały wpływu na to jak toczyła się historia. To było frustrujące. Poza tym bohaterowie wydawali się ciut sztuczni.

Jak dla mnie ta książka by dużo zyskała, gdyby była bardziej tajemnicza. Brakowało mi tutaj takiego przemyślanego budowania napięcia, po prostu jakby ta część została pominięta przy pisaniu książki. Niby wydarzenia były nieprzewidywalne, ale nie odbierałam ich z zaskoczeniem, po prostu przyjmowałam to, co się stało do wiadomości bez żadnego wow. Dodatkowo wszystko się za szybko działo i było zbyt poplątane i nie miało sensu.

Ogólnie, to nie wzbudziła we mnie żadnych uczuć. Ani pozytywnych, ani negatywnych. Była krótka, więc czytało się ją szybko i nie była męcząca. Nie wypowiem się na temat tego czy fanom Gone się będzie podobać, ponieważ jeszcze jestem na etapie czytania Gone.


Recenzja bierze udział w Serie na starcie 2014, Czytamy polecane książki, Book Lovers, Rekord 2014, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu, Czytaj - to się opłaca.

30.11.2013

Recenzja: "Dni krwi i światła gwiazd" - Laini Taylor

Tytuł: Dni krwi i światła gwiazd
Autor: Laini Taylor
Wydawnictwo:
Amber
Liczba stron: 352
Data wydania: styczeń 2012
Ocena: 8/10



Opis:  Dawno, dawno temu anioł i diablica zakochali się w sobie. Nie skończyło się to dobrze.
Bo ośmielili się marzyć o świecie bez wojny i rozlewu krwi.
Ale to nie był ich świat…
Na całym świecie muzea historii naturalnej donoszą o tajemniczych włamaniach.
Uskrzydlone armie przekraczają portal dzielący ich świat od naszego.
Odwieczna wojna wybucha ze straszliwą siłą.
A ci, którzy tak bardzo się kochają, stoją po przeciwnych stronach…
Siedemnastoletnia Karou, utalentowana artystka i uczennica tajemniczego Dealera Marzeń, znalazła wreszcie odpowiedź, której tak długo szukała. Już wie, kim jest – i czym jest. Lecz ta wiedza niesie następną prawdę,której z całego serca chciałaby zaprzeczyć: że kocha wroga i że jej ukochany ją zdradził. A świat zapłaci za to krwawą cenę...
Teraz Karou musi wybrać ostatecznie, kim chce być. I zdecydować, jak daleko się posunie, by pomścić swoją rasę.
Tymczasem Akiva bez wytchnienia szuka Karou, bez której nie potrafi już żyć. I prowadzi własną walkę: o odkupienie i o nadzieję.
Lecz czy jakakolwiek nadzieja ocaleje z popiołów ich zniszczonych marzeń?

Jak wiecie pierwsza część bardzo mi się podobała i wobec tej części miałam dość duże oczekiwania. Ją wypożyczyłam z biblioteki stwierdzając, że skoro i tak 1 część idzie na nagrodę, a ta okładka wyjątkowo mi się aż tak nie podoba, to na półce ich mieć nie muszę. Od razu chcę powiedzieć, iż pierwsza część dużo bardziej mi się podobała, co wcale nie znaczy, że ta była do niczego. Tą też polubiłam.

Coś czego nie lubię, zwłaszcza jak jest źle wykorzystane, a ostatnio sprawdza się w kilku książkach, które czytam i to z pozytywnym skutkiem. Jest to wieloosobowa narracja, mamy tu zmianę z dwuosobowej w pierwszej części. Mam wrażenie, iż dzięki niej historia staje się pełniejsza i bardzie rzeczywista, a poza tym jesteśmy na bieżąco ze wszystkimi wydarzeniami. 

Jestem zasmucona tym, że autorka prawie kompletnie zepchnęła wątek miłosny na drugi plan. Został on zastąpiony przez wartką akcję i zaskakujące wydarzenia. W sumie to nie wiem czy mnie dobrze zrozumiecie. Chodzi o to, iż nadal większość wydarzeń opiera się na tym wątku, to nie jest on tak bardzo odczuwalny jak w pierwszej części. Nie jest również przesłodzony czy coś w tym guście, jest wręcz taki bardzo realistyczny.

Ogólnie rzecz biorąc książka traktuje o miłości i poświęceniu, także o tym aby mieć marzenia i nigdy nie poddawać się w dążeniu do ich spełnienia, ponieważ bez marzeń życie będzie puste i bez sensu. Niby to książka paranormal romance, a tutaj takie mądrości, które idealnie wpisują się w codzienność, kto by pomyślał.

Większość wydarzeń w książce skupia się wokół Karou, co ja mówię, wszystkie. Po tym jak dowiedziała się prawdy pod koniec poprzedniej części wszystko stało się jasne. Mimo, że odzyskała swoje wspomnienia z poprzedniego życia, to pozostała sobą i za to wielki plus. Wiadomo, iż samo to czego się dowiedziała zmieniło ją, ale to tylko troszeczkę. Bohaterka nigdy nie była strachliwa ani ślepo posłuszna. Niestety jeśli chodzi o jej zachowanie wobec Białego Wilka to jest wręcz przeciwnie, idealna mała, strachliwa, posłuszna dziewczynka wypisz wymaluj. Strasznie jej to przeszkadza i z tego powodu gardzi sobą, tylko wyczekuje odpowiedniego momentu aby zmienić stan rzeczy.

Jeśli chodzi o Akivę to możemy zaobserwować dużą zmianę zwłaszcza względem początku poprzedniej części, ale to nie tylko on się zmienia. Wraz z nim zmienia się też kilkoro drugoplanowych bohaterów. Rolą Akivy w tej książce jest chyba ukazywanie czytelnikowi co ktoś jest w stanie poświęcić w imię miłości, szukając przebaczenia.

Dla mnie najbardziej zaskakującą i ciekawą częścią okazała się końcówka książki. Wielkie brawa za to dla autorki. Po odłożeniu książki byłam w bardzo pozytywnym szoku. Myślałam, że albo urwie się w najciekawszym momencie albo skończy się nie wyjaśniając niczego. A tu jednak nie było aż tak źle.

Ogólnie to lubię to serię głównie ze względu na tajemniczość i oryginalność. Książki przedstawiają duże pole do popisu i mam nadzieję, iż będą albo na takim samym poziomie co pierwsza część albo lepsze.

Recenzja bierze udział w Wyzwaniu Czytam Fantastykę.

17.11.2013

Recenzja: "Córka dymu i kości" - Laini Taylor

Tytuł: Córka dymu i kości
Autor: Laini Taylor
Wydawnictwo:
Amber
Liczba stron: 400
Data wydania: styczeń 2012
Ocena: 9/10



Opis: Karou prowadzi podwójne życie: jedno w Pradze jako utalentowana i tajemnicza artystka, drugie w sekretnym sklepie, gdzie rządzi Brimstone – Dealer Marzeń. Karou nie wie, skąd przybywa i czy jest tylko człowiekiem. Nie wie, po co wyrusza przez magiczny portal na ryzykowne wyprawy.

I nie wie, do którego świata należy. Dopóki nie spotka najpiękniejszej istoty: mężczyzny o skrzydłach z płomienia, ustach bez uśmiechu i oczach koloru ognia, których spojrzenie jest jak płonący lont wypalający powietrze pomiędzy nimi. Akiva staje się jej tak bliski, jakby kochała go całe życie...

Tej książki poszukiwałam przez jakiś czas, a koniec końców dostałam od koleżanki e-booka wraz z poleceniem przeczytania, bo świetna. Żeby było ciekawiej niedługo potem dostałam papierową wersję książki, z tego powodu jest ona nagrodą w konkursie.

Muszę przyznać, że od pierwszej kartki wsiąkłam, teraz już wiem, dlaczego tyle było pozytywnych recenzji tej książki. Od początku jest bardzo tajemnicza i intrygująca, a wręcz magiczna. Sam pomysł na fabułę, świat przedstawiony i postacie jest bardzo ciekawy i dość oryginalny. W końcu ile jest książek o chimerach i aniołach i walce pomiędzy tymi rasami? Bo to jest pierwsza, jaką czytałam.

Główna bohaterka, Karou, niezmiernie intrygująca postać. Żyje w 2 światach jednocześnie i jakoś sobie z tym radzi. Co prawda jest trochę zagubiona i cały czas szuka swojego miejsca na ziemi, a ponieważ nie wie niczego o swojej przeszłości, cały czas ma poczucie, że czegoś jej w życiu brakuje, chodzi o bliskość. I tu zaczynają się schody, ponieważ próbując zapełnić jakoś dziurę, którą ma w środku podejmuje ileś złych decyzji i koniec końców jest bardziej nieszczęśliwa. Nie zmienia to faktu, że ma bardzo silną osobowość, a idealna nie jest i to tylko dodaje powabu jej postaci. Gratuluje silnej woli, której nierzadko brakuje postaciom książkowym i przez to są takie nijakie, przy spotkaniach z byłym, które zawsze kończą się śmiesznie.

Książka jest bardzo nieprzewidywalna. Nigdy nie wiesz, co może się wydarzyć za chwilę, co jakiś czas jedyne, co mogłam zrobić to zastanowić się czy przypadkiem nie zgubiłam jakiegoś fragmentu tekstu po drodze, ponieważ wszystko wskazywało, iż zdarzy się coś innego, a okazywało się, że jednak nie ma tak prosto i swoje domysły to możesz ewentualnie zostawić w swojej wyobraźni. Przynajmniej w większości przypadków. Najbardziej zaskakującym momentem było zakończenie, togo to się po prostu nie spodziewałam, wydarzenia wskazywały na coś innego. A tu bum i sama już nie wiedziałam czy przypadkiem nie dostałam książką w głowę i coś mi się nie pomyliło. Czytam drugi raz i to pisze to samo. Ale muszę przyznać, iż była to w pewnym stopniu przyjemna niespodzianka.

Żeby nie było, występuje tutaj wątek miłosny, który niezmiernie mi się podoba, ponieważ jest tak jakby wielopłaszczyznowy, mam tu na myśli, że nie dotyczy tylko głównej bohaterki, ale również drugoplanowych postaci. Dodatkowo nie jest wymuszony i fabuła nie obraca się wokół niego.

Jest to jedna z moich bardziej lubianych książek, w większości z powodu oryginalności i tajemniczości. W sumie rzecz biorąc, jest to powieść dość mroczna, ale w taki dobry sposób i za tą ją lubię. Poza tym czytało się ją jednym tchem i ciężko było się oderwać.

Tak na koniec mam jeszcze do was pytanie. Chcielibyście, abym zrobiła ranking z książkami, które chciałabym dostać na święta?

8.09.2013

Recenzja: "Anioły i wampiry" - Kerrelyn Sparks

Tytuł: Anioły i wampiry
Autor: Kerrelyn Sparks
Wydawnictwo: Amber

Liczba stron: 336
Data wydania: styczeń 2013
Ocena: 8/10 

 
Opis: Nic na ziemi nie sprawi, że wampir o złamanym sercu zakocha się znowu…
Po 499 latach istnienia Connor Buchanan doszedł do nieuchronnego wniosku: jest zimnokrwistym draniem. Patrzył,jak jego przyjaciele – biedni, romantyczni głupcy – rzucają się w miłość na łeb na szyję.
Ale nie Connor. On wie, że miłość prowadzi wyłącznie do bólu…
Marielle nie jest taka jak inne kobiety, a jej nieziemska uroda skrywa piekielnie groźną tajemnicę. Czy Connor może czuć się przy niej bezpieczny? Czy sparzy się jak poprzednio, czy może dotyk Marielle uleczy jego serce? I czy Marielle wystarczy anielskiej cierpliwości, by sprawić, żeby seksowny nieśmiertelny zapomniał o przeszłości i poznał wreszcie niebiańską rozkosz…

Ta seria tej autorki jest jedną z moich ulubionych serii. Wszystkie książki idealnie nadają się na taki przerywnik między dłuższymi lekturami, dodatkowo są humorystyczne i czyta się je dosłownie chwilkę, a ja bardzo lubię ich fabułę oraz to, że każda opowiada o innej parze bohaterów, jednocześnie w pewien sposób łącząc wszystkie części w całość. Poza tym każda para głównych bohaterów jest inna, inaczej przeżywa, ma inny charakter, a mimo wszystko autorce udało się w jakimś stopniu pokazać, iż każda me jednak ze sobą ileś wspólnego.

Niby wiadomo jak książka się skończy, ale to nie zmienia faktu, iż bardzo przyjemnie jest poznawać po kolei losy bohaterów. Będąc przy tym spokojnym o swoje zszargane, przez inne lektury, nerwy, przecież i tak to skończy się tak a nie inaczej. Tak jak poprzednie części cyklu jest krótka i czyta się ją strasznie szybko.

Najbardziej zadziwia mnie ilość pomysłów, jakie autorka ma jeszcze w zanadrzu, to już 10 część, a mi nadal nie znudziło się czytanie. Co muszę przyznać jest na prawdę czymś dobrym, ponieważ czasami już 3 bądź 4 część  zaczyna mnie nudzić i zniechęca do czytania. Także jestem niezmiernie szczęśliwa, że pisarka za każdym razem pisze coś w pewien sposób oryginalnego i mam nadzieję, że ta seria zapewni mi rozrywkę przez jeszcze kilkanaście następnych tomów.

Może to zabrzmi dziwnie, ale uważam, że książka jest jednocześnie przewidywalna i nieprzewidywalna. W sumie rzecz biorąc wiem jak skończy się historia, ale nadal nie mam pojęcia, co mnie czeka po drodze. Nigdy nie wiadomo, czym cię zaskoczy. Plusem jest też nie możliwość dokładnego określenia czasu w książce, dzięki temu czytelnik ma wrażenie, iż wszystkie wydarzenia rozgrywają się w tempie ekspresowym. To z kolei powoduje, że nawet nie zauważamy, kiedy kończymy czytać książkę.

Bardzo podoba mi się wątek będący tłem dla wszystkich historii. Jest on umiejętnie wkomponowany w fabułę wszystkich części, ale nie zabiera całej uwagi czytelnika, natomiast zaostrza w czytelniku chęć przeczytania następnej części, aby dowiedzieć się, co może wydarzyć się dalej. Jego tempo jest idealnie dobrane, tak, aby nie przeszkadzać temu, w jakim tempie rozwija się główny wątek.

26.08.2013

Recenzja: "Strąceni" - Gwen Hayes

Tytuł: Strąceni
Autor: Gwen Hayes
Wydawnictwo: Amber

Liczba stron: 320
Data wydania: lipiec 2011
Ocena: 7/10


Opis: W jej snach jest jak ze snów: uwodzicielski, czuły, piękny.
To dlaczego odtrąca ją na jawie? Życie siedemnastoletniej Thei zawsze pełne było zakazów i nakazów. Ojciec nie pozwalał jej spotykać się z koleżankami ani umawiać z chłopcami. Nigdy nie miała takiej swobody, jak inne dziewczyny w jej małym miasteczku. A potem zaczęły ją nawiedzać sny. Straszne i piękne. Gdzie błądziła w labiryncie cierni i przemierzała rzekę łez. I gdzie był On. I nagle chłopak ze snów pojawia się w jej szkole.Jest cudowny. Pociągający jak magnes. Ale inny niż w snach.Dlaczego za dnia ją odpycha?Jaką skrywa tajemnicę?Miłość Thei jest silniejsza niż strach, nawet gdy odkryje jego straszliwy sekret.I gdy przyjdzie jej wybierać między miłością a sobą samą…

Książkę czytało się lekko, szybko i przyjemnie. Jest taka w miarę wciągająca, nie aż tak jak niektóre książki, ale źle nie jest. Coś, co mnie cieszy to brak trójkąta miłosnego - na razie, nigdy nie wiadomo, co będzie w kolejnych tomach. Dodatkowo jest w jakimś stopniu nieprzewidywalna, szczerze powiedziawszy spodziewałam się mniej szczęśliwego zakończenia tej części, na ale cóż wszystkiego mieć nie można. 

Mam kilka zastrzeżeń, po pierwsze uważam, że to jak zostało przedstawione budzące się uczucie między bohaterami jest mało realistyczne i nieprzekonywujące. Muszę też przyznać, iż im dalej czytamy tym lepiej to wygląda, także da się przeżyć takie niedociągnięcie. Poza tym sądzę, że jeśli autorka zakończyłaby tą opowieść ciut wcześniej, przed happy endem, to ta książka dużo by zyskała, ponieważ czytelnik chciałby się dowiedzieć, jakie są dalsze losy bohaterów. A w tym wypadku można powiedzieć, iż pisarka wyjaśniła wszystko, co było do wyjaśnienia i to już taki ostateczny koniec.

Jak dla mnie dużo rozrywki przynosi czytanie jak główna bohaterka zmaga się z poczuciem winy, którym jest obarczana przez ojca jak i stylem życia przez niego narzuconym. Ogólnie rzecz biorąc oprócz miłosnego mamy tu również wątek zmagania się bohaterki z surowym ojcem, który robi wszystko, byle tylko nic się jej nie stało, przez co bardzo ogranicza jej swobodę. Jak by tego było mało kontakty z rówieśnikami to nie jej bajka, a to wszystko przez podejście jej ojca. 

Była to przyjemna lektura, taki typowy romans paranormalny. Z bohaterami się nie zżyłam, ale troszkę jestem ciekawa jak to się dalej potoczy. 



17.06.2013

Recenzja: "Księga Wszystkich Dusz. Powrót" - Deborah Harkness

Chciałam poinformować, iż z powodu czasochłonności pisania recenzji w 2 językach od tej pory będę pisała tylko po polsku. Możliwe, że jeśli będę miała więcej czasu po okresie wakacyjnym wrócę do pisania po polsku jak i po angielsku.
I wanted to inform you that due to time consumption of writing in 2 languages from now on I will be writing just in Polish. It is possible that after holiday season I will have more time and I will go back to writing in Polish as well as in English.



Tytuł: Księga Wszystkich Dusz. Powrót
Autor: Deborah Harkness
Wydawnictwo: Amber 

Liczba stron: 400
Data wydania: marzec 2013
Ocena: 6/10



Opis:
Diana Bishop, młoda doktor historii z potężnej czarnoksięskiej rodziny, i Matthew Clairmont, fascynujący i nieśmiertelny naukowiec, połączeni wielkim zakazanym uczuciem rozpoczęli walkę o niebezpieczną tajemnicę, która zmieni świat. Idąc tropem zaginionej zaklętej księgi, której szukają wszystkie magiczne rasy, przenieśli się w czasie do elżbietańskiego Londynu i rozdzieranej krwawą wojną religijną Francji. Teraz, żeby odnaleźć manuskrypt Ashmole 782, wyruszają w jeszcze dalszą i jeszcze bardziej ryzykowną wędrówkę – do XVI-wiecznej Pragi. Tam, na cesarskim dworze, staną wobec zaskakującego żądania i ściągną na siebie gniew królowej Anglii. A Diana pozna wreszcie szokującą prawdę o swoim ukochanym.
Lecz czeka ich jeszcze najbardziej niebezpieczna podróż – powrót…


Książka mi się podobała, ale muszę przyznać, że poprzednie części były ciekawsze. Dodatkowo początkowo myślałam, iż jest to ostatnia część serii i z tego powodu byłam strasznie zawiedziona zakończeniem, po czym sprawdziłam sobie wszystko na internecie i okazało się, że to jest trylogia, przynajmniej za granicą, u nas podzielili każdą z części na 2. Muszę tu wtrącić, iż nie przepadam za takim zabiegiem, niby ma on plusy w postaci mniejszej książki, ale i tak wolałabym od razu całość, a nie dwie części. 

Jak już jesteśmy przy tym to w wypadku tej części nie było to dobrym posunięciem. Ta część sama w sobie jest miejscami monotonna i brakuje w niej akcji. Poza tym zakończenie jest takie mało rozbudzające ciekawość czytelnika. Jak bywa, że mam problem, aby od razu nie zabrać się za kolejną część po inteligentnie i zgrabnie napisanym zakończeniu, tak tutaj brakuje mi tego, a jeśli dobrze pamiętam w poprzednich częściach właśnie takie rozbudzające ciekawość było. 

Większość wątków z poprzednich książek zostało tutaj wytłumaczonych i zakończonych, natomiast niewiele nowych wprowadzonych, co zmusza mnie do myślenia czy autorka wymyśli coś ciekawego do ostatniej części, a może jednak nie uda jej się to i nie będzie za fajnie ją czytać. Bohaterów w miarę lubię, co prawda chyba bardziej Dianę niż Matthew, który nota bene momentami potwornie mnie irytuje. 

Podsumowując, jak dla mnie to ta część mogłaby spokojnie uchodzić za ostatnią w serii. Mam wrażenie, że jest tu zawarta konkluzja, podsumowanie, jakiego oczekuje się od książki zamykającej serię. Nie mniej jednak lektura była ciekawa i przyjemna, no i na pewno nie była typowym paranormal romance. Polecam ją każdemu, kto przeczytał poprzednie części oraz osobom zainteresowanym świeżym podejściem do czarów.


Czytaliście tą książkę? Podobała się wam? Co o niej sądzicie?


Reklama