Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egmont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egmont. Pokaż wszystkie posty

12.03.2014

Recenzja: "Gorączka 2" - Dee Shulman

Tytuł: Gorączka 2
Autor: Dee Shulman
Wydawnictwo: Egmont

Liczba stron: 472
Data wydania: listopad 2013
Ocena: 4/10


Opis:
Seth i Eva przetrwali atak wirusa. Niestety z niewiadomych przyczyn stan Evy się pogarsza. W dodatku ofiarami zabójczej gorączki padają kolejni ludzie. Seth musi wyruszyć w niebezpieczną podróż w czasie, aby zatrzymać rozprzestrzenianie się wirusa. Ale nawet nie wie, jak katastrofalne skutki będą miały wydarzenia, które wywołał…


Jak poprzednia część była przeciętna, tak to, to po prostu masakra. Wręcz zanudziła mnie na śmierć i aby przeczytać ją do końca to, co rusz musiałam ją odkładać, za jednym zamachem nie dało rady przez nią przebrnąć. W sumie to nie nastawiałam się na nic świetnego po lekturze pierwszej części, ale z pewnością jestem zaskoczona jak bardzo mnie ten tom zawiódł.

Jedynym ciekawym elementem, który znalazłam, to podróże w czasie za pomocą czarnej dziury. Jest to bardzo interesujące z naukowego i sama chciałabym wiedzieć czy byłoby to możliwe, no, bo pomyślcie po śmierci moglibyście się przenieść gdziekolwiek dusza zapragnie tylko nie do czasów, kiedy zginęliście. Ja bardzo popieram taką idee i z chęcią bym wypróbowała.

Mniej więcej tutaj kończą się pozytywy w tej książce. Bohaterowie są dosłownie nijacy i coraz bardziej irytujący. Zwłaszcza Ewa, która co rusz lądowała w szpitalu. Tym sposobem fabułę zdominowała jej choroba, co nie jest wcale ciekawym wątkiem. Jeśli chodzi o Setha, to jego wyznania i zapewnienia miłosne były tak bardzo przereklamowane, że aż śmiać mi się chciało. Wicie takie typu: będę cię kochał, aż po śmierć, bez ciebie moje życie nie ma sensu. Serio, ja nie wiem jak wy, ale ja to nie przepadam za, aż takim "dramatyzmem" w miłości.

Tajemniczy wirus, który też był ciekawym wątkiem, całkowicie schodzi na dalszy plan i przez prawie całą książkę nic więcej się o nim nie dowiadujemy. Dopiero pod koniec pojawia się na ten temat kilka informacji, mniej bądź bardziej ważnych. Mam wrażenie, że autorka wprowadziła do fabuły za dużo wątków i sama nie wiedziała co z nimi zrobić, ani jak je zakończyć. Z tego powodu w tej części wszystkie sobie koegzystują, a czytelnik nudzi się niezmiernie.

Kolejną rzeczą, która wręcz doprowadzała mnie do szału była narracja, w tym wypadku, aż z czterech różnych punktów widzenia. Ogólnie nie mam nic przeciwko czemuś takiemu, ale tutaj to tylko spowodowało pomieszanie z poplątaniem, i w końcu sama nie wiedziałam co się gdzie dzieje. Dodatkowo jeszcze te daty i miejsca akcji przed każdym rozdziałem. Za tym też nie przepadam, irytowało mnie to.

Jeśliby chcieć streścić tą książkę, to podejrzewam, że byłoby to kilka zdań maksymalnie. Tu się po prostu nic ważnego nie dzieje. Zakończenie pewnie miało być wielkim zaskoczeniem i punktem kulminacyjnym książki, ale tak nie było. Fabuła przez całą lekturę zmierza w kierunku właśnie takiego zakończenia. Autorka się nie postarała, ponieważ można było napisać o wiele ciekawsze zakończenie i bardziej niespodziewane. Może to podratowałoby trochę tą książkę.

Niestety ta książka okazała się być dla mnie kompletnym nie wypałem. W żaden sposób mnie nie zaciekawiła i raczej nie sięgnę po następną część, a już zwłaszcza nie w ciemno. Najpierw przeczytam kilkanaście recenzji na jej temat, a później zdecyduje czy sama zechcę przeczytać.

Recenzja bierze udział w Book Lovers, Rekord 2014, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu, Czytaj - to się opłaca, Czytam Fantastykę, Grunt to okładka, Klucznik.

5.03.2014

Recenzja: "Gorączka" - Dee Shulman

Tytuł: Gorączka
Autor: Dee Shulman
Wydawnictwo:
Egmont
Liczba stron: 432
Data wydania: listopad 2012
Ocena: 7/10


Opis:
Eva, ponadprzeciętnie uzdolniona szesnastolatka, i Sethos dziewiętnastoletni gladiator, który został przeniesiony do współczesności, wspólnie pracują nad rozwikłaniem zagadki dotyczącej śmiertelnego wirusa. Do powieści Dee Shulman najlepiej pasuje określenie romans s-f. Intrygująca i świetnie napisana książka jest kierowana do nastoletnich dziewcząt i wywołuje silne skojarzenia ze „Zmierzchem” Stephenie Meyer. O autorce: Dee Shulman ukończyła anglistykę na uniwersytecie w Yorku i rozpoczęła studia na wydziale ilustracji w Akademii Sztuk Pięknych Harrow. Napisała i/lub zilustrowała około pięćdziesięciu książek, ale Gorączka jest jej pierwszą książką dla nastolatków. Jest to dość zaskakujące, biorąc pod uwagę, że mieszka w miasteczku uniwersyteckim w centrum Londynu razem z 760 przedstawicielami tej grupy wiekowej.

Nie wiem za bardzo, co myśleć o tej książce. Koleżanka dosłownie wcisnęła mi ją do ręki ze słowami przeczytaj, bo fajna. Niestety szczerze mówiąc nie przypadła mi zbytnio do gustu, ale też nie była jakimś rozczarowaniem. Po prostu, to raczej jedna z tych książek, które nie zapadają w pamięć, ponieważ są takie przeciętne. I w tym momencie pisząc tą recenzję jakiś czas po przeczytaniu książki muszę przyznać, że niewiele z niej pamiętam, coś tam ogólnie co było i tyle.

To może zacznę od plusów. Sam pomysł wydał mi się ciekawy, a dokładając do tego motyw podróży w czasie mogło z tego wyjść coś świetnego. Ogólnie ja bardzo lubię książki o podróżach w czasie, jak i książki, które zahaczają o tematykę naukową. Pierwszoosobowa narracja, którą ostatnimi czasy bardzo polubiłam robi swoje, a do tego jest prowadzona przez dwóch głównych bohaterów, co dużo bardziej wzbogaca fabułę. Jest jeszcze elitarna szkoła, która w pewnym stopniu też jest bardzo intrygująca i z chęcią zobaczyłabym (i przeczytała) więcej książek, których akcja jest związana z jakąś elitarną szkołą z internatem.

Mniej więcej tutaj kończą się pozytywy, a zaczynają negatywy. Obawiam się, iż ich może być znacznie więcej. Po pierwsze niby na początku każdego rozdziału pojawia się informacja o czasie i miejscu akcji, ale to nie zmienia faktu, że wraz wydarzenia nie są ułożone na tyle chronologicznie na ile mogłyby być, poza tym nie zawsze miejsce akcji pozostaje to samo przez cały rozdział i tutaj pojawia się pytanie, jaki w takim wypadku jest sens umieszczania tej daty i miejsca. Jak dla mnie to tylko rozprasza i trochę wprowadza w błąd.

Poza tym świat przedstawiony jest mało wykreowany, że po prostu aż szkoda. Zastanawiając się nad tym głębiej, niby jakieś tam informacje o świecie przedstawionym są wplecione tu i tam w fabułę, ale to i tak pozostawia wiele do życzenia.  Dodatkowo w późniejszych stadiach książki wprowadzane są nowe elementy do tego świata i pozostawione bez komentarza, wierząc, iż czytelnik przyjmie wszystko jak leci z marszu. Ja rozumiem, że sam bohater nic o tym nie wie, ale można było jakoś to czytelnikowi wytłumaczyć i przybliżyć.

Dziewczyna, o której wiemy mniej więcej tyle, co o świecie przedstawionym, to Eva, główna bohaterka. Jeśli chodzi o Evę to brakuje mi również rozwinięcia wątku, że chłopcy na nią lecą, jak i później innych zawiłości fabuły, które dotyczą tej postaci. Natomiast Seth jest trochę lepiej przedstawiony i na to akurat narzekać nie będę.  Przez te braki wykreowane przez autorkę postacie wydają mi się odrobinę wręcz kartonowe, nie ma się z nimi jak utożsamić czy polubić.

Są książki, które potrafią "zaczarować" czytelnika swoją fabułą, bohaterami bądź światem przedstawionym. Niestety jak dla mnie ta do nich nie należy. Jest po prostu zbyt przeciętna.

30.08.2013

Recenzja: "Cinder" - Marissa Meyer

Tytuł: Cinder
Autor: Marissa Meyer
Wydawnictwo: Egmont

Liczba stron: 360
Data wydania: październik 2012
Ocena: 10/10 


Opis: Saga przyszłości ma swój początek dawno, dawno temu… Cinder mieszka w hałaśliwym Nowym Pekinie, zdziesiątkowanym przez zarazę. Jako dziewczyna cyborg o tajemniczej przeszłości jest obywatelką drugiej kategorii. Lecz kiedy na jej drodze staje przystojny książę Kai, Cinder nagle znajduje się w epicentrum międzygalaktycznej walki z bezlitosną królową Luny. Rozdarta między obowiązkiem a wolnością, wiernością a zdradą, musi wyjawić sekrety swojej przeszłości, aby ochronić przyszłość...

Do zakupu tej książki skusiła mnie jej okładka oraz opis z tego powodu miałam wobec niej dość wygórowane oczekiwania. Muszę przyznać z zaskoczeniem, że udało jej się im sprostać i z tego powodu jestem bardzo szczęśliwa. 

Dawno już nie czytałam książki o takiej tematyce, która by się aż tak podobała, Jestem po prostu zachwycona książką. Mówi się, iż jest to współczesna wersja "Kopciuszka" jak tylko się o tym dowiedziałam momentalnie w mojej głowie pojawił się zarys tego, co będzie w książce i jaka ja byłam zdziwiona, kiedy się okazało, że trafiłam jak kulą w płot. Książka w niczym nie przypominała tego, co sobie wyobrażałam. 

Co prawda czytając można zauważyć nawiązania w jakimś stopniu do "Kopciuszka". Muszę natomiast przyznać, iż gdybym nie usłyszała gdzieś tego porównania do bajki to sama raczej bym nie wpadła na nie, a to, że posiadałam taką wiedzę pozwoliło mi po prostu dostrzec te subtelne nawiązania. Nie zmienia to faktu, iż tego porównania nie można brać aż tak dosłownie. To prawda autorka czerpała inspiracje i pomysły z znanej bajki równocześnie modyfikując je na potrzeby fabuły i świata przedstawionego, ale stricte do "Kopciuszka" nie można jej porównywać. Myślę, że bardzo możliwe jest większe uwidocznienie się podobieństw w kontekście całej serii. Niestety na ten temat będę mogła się wypowiedzieć jak już przeczytam całą serię. 

Ogromnie wciągająca oraz interesująca i nawet nie wiem, kiedy skończyła ją czytać tak szybko mi zleciał czas spędzony z tą lekturą. Autorka ma umiejętność pisania tak, aby podtrzymać zainteresowanie czytelnika. Najbardziej podobało mi się to, iż czasami byłam naprowadzana na jakiś trop tylko po to, aby za jakiś czas zostać postawionym przed całkowicie odmiennym rozwiązaniem niż by się ktokolwiek mógł spodziewać. Tak jak mówię, na każdym kroku zaskakuje nas czymś. Wprost już nie mogę doczekać się kolejnej części, która nota bene stoi na półce i czeka na swoją kolej. 


Reklama