Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Wilga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Wilga. Pokaż wszystkie posty

10.06.2014

Recenzja: "Wyścig śmierci" - Maggie Stiefvater

Tytuł: Wyścig śmierci
Autor: Maggie Stiefvater
Wydawnictwo: Wilga

Liczba stron: 496
Data wydania: październik 2012
Ocena: 7/10


Opis:  „Jest pierwszy dzień listopada, więc dzisiaj ktoś umrze.”

Co roku, na początku listopada na wyspie Thisby odbywa się Wyścig Skorpiona. Jeźdźcy na swoich rumakach, pięknych, ale śmiertelnie groźnych, muszą zrobić wszystko, aby dotrzeć do mety. Stawka jest wysoka – życie lub śmierć. W wyścigu bierze udział dwoje młodych ludzi: on ściga się, żeby wygrać, ona żeby przetrwać.

Książkę, któregoś razu znalazłam w bibliotece i przypomniałam sobie, że ktoś mi kiedyś mówił o tym jak to ona jest lepsza od trylogii "Drżenie". Z tego powodu zdecydowałam sama to sprawdzić. Ta książka podobała mi się bardziej niż "Drżenie", a dodatkowo przynajmniej dla mnie była ciekawsza.

To może zacznę od samego pomysłu, który ogromnie przypadł mi do gust. Chodzi mianowicie o konie mieszkające w wodzie. Są one niebezpiecznymi bestiami, które żywią się mięsem, wabią ludzi do wody i ogólnie są przerażające. Bardzo mi się to skojarzyło z syrenami, tylko w końskim wydaniu i do tego w wersji ekstremalnej. Poza tym mamy też równie przerażającą wyspę, która jak dla mnie jest tak samo niebezpieczna jak konie. Co roku odbywają się na niej zawody właśnie na tych przerażających koniach, a udział deklaruje się poprzez upuszczenie trochę swojej krwi na ziemię. Przez to wyspa jak dla mnie to jest wręcz żarłoczna. Dosłownie taki potwór pragnący krwi swoich mieszkańców.

Jeśli chodzi o bohaterów to mamy Kate, nazywaną również Puck. Jest to  młoda dziewczyna, na której barki spadł ogromny ciężar i choć nie niesie go sama to odbiło się to zdecydowanie na  jej charakterze. Jest z grubsza normalną nastolatką, która po prostu musi się troszczyć o dom i braci. Bardzo ją polubiłam, ponieważ mimo wszystko jest dzielna i potrafi czerpać przyjemność nawet z najdrobniejszych rzeczy. Jest również zdolna do poświęceń, dla rodziny zrobi wszystko, a jak raz sobie obierze cel, to już nie odpuści. Jeśli chodzi o Seana, to mam wrażenie, że jest on w pewien sposób podobny do tych koni. Zdecydowanie nie jest takim typowym bohaterem, z jakim spotykam się w tego typu książkach. Początkowo brakuje mu zacięcia i nie potrafi postawić na swoim. Jest świetny w swojej pracy, ale brakuje mu zdolności interpersonalnych. Nie ma znajomych, a ludzie uważają go za dziwaka. Poza tym jego opanowanie jest po prostu przerażające, tyle dobrze, że im bardziej się fabuła rozwija tym mniej opanowany się robi. I tutaj to akurat plus, ponieważ bez niego jest dużo bardziej czarującym bohaterem.

Sama historia, w większej mierze opowiada o poświęceniu dla tego co kochamy, jak i woli wali o ile jest o co walczyć niż o historii miłosnej. Jest ona wpleciona w fabułę w dość niespodziewanym momencie i wywiera duży wpływ na dalsze losy akcji. I w sumie wychodzi to fajnie, ponieważ jest to jedna z niespodzianek, na które możemy się natknąć w książce.

Ogólnie rzecz biorąc nie polecam osobom o słabych nerwach, ponieważ są sceny, w których krew się leje i jest też dużo śmierci. Nie powiedziałabym też, iż książka oszczędza bohaterów, bo wręcz nie zostawia na nich suchej nitki. Z drugiej strony zdecydowanie ciekawiej czyta się niż "Drżenie".

Recenzja bierze udział w Rekord 2014, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu, Book Lovers, Czytaj - to się opłaca, Czytam Fantastykę, Bingo czytelnicze, Pod hasłem, Grunt to okładka.

Reklama