08.04.2015

Recenzja: "Do wszystkich chłopców, których kochałam" - Jenny Han

Na początku chciałabym wytłumaczyć z jakiego powodu nie pisałam przez tak długi okres czasu. Jak pewnie się orientujecie w październiku rozpoczęłam studia na politechnice warszawskiej i niestety nie udało mi się tak rozłożyć czas, aby mieć kiedy pisać recenzje dla was, jak i uczyć się. Nie byłam z tego powodu zbyt szczęśliwa, niestety studia były w tamtym momencie priorytetem. Co prawda w tym semestrze jest jeszcze gorzej, to czuje, iż uda mi się to wszystko ze sobą połączyć. Z pewnością będę się starała publikować posty tak mniej więcej raz w tygodniu (myślę, że będzie to odpowiednia częstotliwość). Zdecydowanie polecam zajrzeć na mój profil na instagaramie, ponieważ ostatnimi czasy to tam pojawiam się zdecydowanie częściej.

Tak jeśli chodzi jeszcze o kwestie organizacyjne, to prawdopodobnie na początku maja ruszy na blogu zaległy konkurs z okazji 2 urodzin bloga :)


Tytuł: Do wszystkich chłopców, których kochałam
Autor: Jenny Han
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Ole
Liczba stron: 448
Data wydania: kwiecień 2014
Ocena: 8/10


Tę książkę wypożyczyłam z biblioteki i chociaż nie jest to gatunek literacki, po który zazwyczaj sięgam, to chciałam się przekonać jak ja odbiorę tę książkę, a słyszałam o niej wiele dobrego zarówno w naszej polskiej blogosferze, jak i na zagranicznych blogach. Jeśli mam być szczera, to po tych wszystkich opiniach i po blurbie z tyłu książki spodziewałam się czegoś kompletnie innego. Zostałam pozytywnie zaskoczona.

Po pierwsze, sam pomysł na historię jest świetny. Uważam, że dużo młodych ludzi, zarówno dziewczyn, jak i chłopaków, jest w stanie utożsamić się z główną bohaterką. Myślę, że dla wielu osób spisywanie swoich odczuć jest najlepszym sposobem na uporanie się z nimi i chociaż pewnie większość z nas ( w tym ja) wolałaby robić coś takiego w pamiętniku, to pisanie listów przez bohaterkę jest w pełni przeze mnie zrozumiane. Jakby na to nie patrzeć dla niej jest to swoisty pamiętnik i z pewnością nie spodziewa się, że ktoś, a zwłaszcza osoby, do których pisze, to zobaczą.

Po tym jak dowiedziałam się, że owe listy zostają wysłane, a Lara musi sobie poradzić z "bagnem", w które po części sama się wpakowała, to w mojej głowie wykiełkowało kilkanaście teorii, jak to będzie wyglądać. Największym zaskoczeniem było to, że żadna się nie sprawdziła. Z jednej strony uważam to za wielki plus, ponieważ lekturze udało się mnie zaskoczyć, ale z drugiej jestem tak troszkę zawiedziona, ponieważ moje pomysły były równie ciekawe. 

Kolejną dobrą stroną tej książki jest to jak szybko się ja pochłania. I tak tutaj powinnam napisać czyta, ale ją dosłownie się pochłania, a ja początkowo myślałam, iż czytanie będzie mi szło bardzo topornie i będę miała wielki problem z przebrnięciem przez te 448 stron. Chyba bardziej nie mogłam się pomylić, jak już siadłam i zaczęłam czytać, to nikt nie był w stanie mnie od tego oderwać. 

Jeśli chodzi o bohaterów to z miejsca polubiłam Larę Jean i Petera. Lara ma w sobie coś takiego, że nie da się jej nie lubić, jest marzycielką, momentami bojącą się podjąć ryzyko, co chwilami było denerwujące. I chociaż jej rozterki i dramaty miłosne czasami mnie śmieszyły, to jak najbardziej kibicowałam, aby wszystko ułożyło się po jej myśli. Natomiast Peter to wielce złożona osobowość i nadal nie jestem pewna czy udało mi się go rozgryźć do końca. Jedyne o co momentami byłam na niego zła, to jego zachowanie wobec Lary , co prawda rozumiałam dlaczego robił tak, a nie inaczej, ale to nie zmieniło faktu, ze nie koniecznie mi się to podobało. Tak poza tym Peter to fajny chłopak, który wpakował się w śmieszną (dla niego) sytuację i nawet nie zauważył kiedy wszystko zaczęło się zmieniać. 

Ogólnie książka podobała mi się niezmiernie i z wielką chęcią zapoznam się z resztą twórczości tej autorki, zwłaszcza po tak pochlebnych opiniach, których się na ten temat nasłuchałam. Mimo, że w tej lekturze nie ma jakiejś bardzo wartkiej akcji, to i tak nie mogłam się od niej oderwać. Fabuła była iście zaskakująca, a i kilkakrotnie zdarzyło mi się zaśmiewać z tego co się działo. Dodatkowo muszę się przyznać, że książka wywołała u mnie prawdziwą burzę emocjonalną, a to jest dość ciężkie do osiągnięcia w moim przypadku. Mimo, ze to nie mój gatunek, to coś mam wrażenie, że od teraz będę po niego sięgać zdecydowanie częściej.  Zdecydowanie polecam tę pozycję zwłaszcza osobom lubującym się w młodzieżowych historiach miłosnych.

  
Recenzja bierze udział w Przeczytam tyle, ile mam wzrostu, Pod hasłem.

2 komentarze:

  1. Zapoluję na tę książkę, czuję, że i mnie przypadnie do gustu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że wróciłaś. :) Witamy znów!
    Co do książki - mam w planach, bo słyszałam sporo dobrego, a od czasu do czasu lubię poczytać takie cudo, lekkie, przyjemne, od którego nie można się oderwać. ;)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń

Jeśli odwiedzasz mojego bloga to pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Będzie mi z tego powodu ogromnie miło i postaram się na niego odpowiedzieć.

Reklama