Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty

18.09.2014

Recenzja: "Wszystko zostaje w rodzinie" - Aneta Jadowska

Tytuł: Wszystko zostaje w rodzinie
Autor: Aneta Jadowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 560
Data wydania: marzec 2014
Ocena: 9/10 


Jak sobie teraz przypomnę, że jeszcze kilka miesięcy temu nie byłam pewna czy chce rozpocząć moją przygodę z tą serią, a teraz z niecierpliwością wyczekuje kolejnych części. Nigdy nie pomyślałabym, że aż tak wciągnę się w świat wykreowany przez autorkę jak i fabułę, która z książki na książkę robi się coraz ciekawsza. 

Ten tom już od pewnego czasu stał u mnie na półce i kusił mnie, aby go przeczytać, więc dałam się skusić i przeczytałam. Chociaż żeby lepiej to zobrazować powinnam powiedzieć pochłonęłam. Jak już siadłam i rozpoczęłam czytanie, to nie oderwałam się dopóki nie dotarłam do ostatniej litery ostatniego słowa. Tak bardzo wciągnęła mnie ta lektura. W sumie nie powinnam się temu dziwić, ostatnim razem było dokładnie tak samo. 

Co prawda ta część różni się od poprzednich, ale mi to wcale nie przeszkadza, a wręcz jeszcze bardziej utwierdza w przekonaniu, iż to świetna seria, która dodatkowo potrafi być różnorodna. W tym tomie wydarzenia skupiają się bardziej na pozytywnych aspektach życia Dory. Ktoś może powiedzieć - przecież to nudy na pudy. Nic bardziej mylnego. Dla mnie zostało to bardzo inteligentnie przemyślane. W poprzedniej książce akcja pędziła na łeb na szyję, a wydarzenia prześcigały się w byciu coraz ciekawszymi. Działo się bardzo dużo, a czytelnik nie miał nawet chwili, aby odsapnąć. Teraz natomiast wszystko lekko zwolniło, dzieje się zdecydowanie mniej, a jak już się dzieję, to nie są to kłopoty na taką skalę jak poprzednio, a czytelnik może bliżej poznać Dorę. Większa część fabuły obracała się właśnie wokół swoistej rodziny głównej bohaterki.

Byłam tym bardzo pozytywnie zaskoczona, ponieważ idealnie wpasowuję się to w tytuł lektury. Uważam, że takie przemyślane tytuły oddają w pewien sposób ducha książki, a to zawsze jest plusem. W końcu lepiej, aby tytuł miał coś wspólnego z treścią niż był oderwany od rzeczywistości. Drugą sprawą jest okładka, która początkowo nie zrobiła na mnie większego wrażenia, ale jak już się kapnęłam, jak bardzo odnosi się ona do tego, co dzieje się w tym tomie byłam wręcz zachwycona. To dzięki takim małym niuansom okładka jest świetna. Z pewnością dużo lepiej oddaje ducha lektury, niż na przykład okładka "Wybranych". 

Wracając do tej zmiany, jest ona zdecydowanie na plus, dzięki niej autorka wywołała u mnie całą gamę uczuć od śmiechu po łkanie, a nawet uronienie łezki. Poza tym nie myślcie, że przez to w książce przestało się dziać cokolwiek wartego uwagi. Dora, jak to Dora, nadal pcha się w kłopoty, a co ciekawsze, to wpędza ją w kolejne kłopoty. Jest to bardzo sprytnie wykombinowane przez autorkę, jak już pojęłam, o co chodzi to nie mogłam przestać się śmiać. 

Jeśli chodzi o bohaterów, to Dora jest the best. Nie boi się niczego, za bliskim wskoczy w ogień, zawsze stawia na swoim, a mimo to nadal posiada tą kruchą stronę, która boi się, że zawiedzie, a czasami całkowicie w siebie nie wierzy. Najlepsze jest to, iż do tej pory nie zdawałam sobie sprawy o istnieniu tej kruchości u tej bohaterki, ale wcale mi to nie przeszkadza. Dzięki temu postrzegam ją bardziej, jako prawdziwą osobę. 

Niestety w tym tomie Miron, którego darzyłam sympatią, podpadł na całej linii. Co prawda rozumiałam motywy, jakimi się kierował, ale to nie znaczy, że jego myślenie nie było bez sensu. Rozwodzić się nad tym nie będę, bo to już podchodzi pod spoiler. Koniec końców, tak zwanie dostał za swoje i z powrotem powrócił do moich łask. Tak jak teraz się nad tym zastanawiam, to bez jego wybryku w książce mogłoby się zrobić trochę nudno. 

Podsumowując, wydarzenia w tej części przyjęły bardzo ciekawy obrót i już nie mogę się doczekać jak to dalej będzie się rozwijać. Z drugiej strony powoli zaczyna do mnie docierać, że moja przygoda z Dorą powoli zbliża się ku końcowi, w końcu pozostały już tylko dwa tomy i seria o rudej wiedźmie zostanie zakończona. Coś mi się wydaję, iż ten koniec będę odkładać jak najdłużej się da. 

Tak poza tym to polecam całą serię. Uważam, że jeśli ktoś nie jest do końca przekonany do polskich autorów, to będzie dobry sposób, aby się przekonać czy słusznie. 



Recenzja bierze udział w Rekord 2014, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu, Book Lovers, Czytam FantastykęBingo czytelnicze, Klucznik, Z półki 2014Pod hasłemOd A do Z.

15.09.2014

Recenzja: "Wilczy trop" - Patricia Briggs

Tytuł: Wilczy trop
Autor: Patricia Briggs
Wydawnictwo: Fabryka słów
Liczba stron: 440
Data wydania: maj 2013
Ocena: 7/10


Po tą książkę sięgnęłam zachęcona inną serią autorki i chociaż długo się zabierałam żeby ją przeczytać, to w końcu mi się udało. Tylko teraz powstał pewien problem. Seria o Mercy Thompson tak bardzo mi się podobała, że przeczytałam wszystkie jej tomy na raz i mimo, iż to było już dość dawno to nadal pamiętam jak ogromnie byłam zachwycona. Natomiast tym razem było całkowicie inaczej. Lektura nie przypadła mi do gustu. Nie wiem czy to, dlatego że przejadły mi się już wilkołaki, a może ogólnie romanse paranormalne, ale szczerze w to wątpię.

Po pierwsze historia w żaden sposób mnie nie zauroczyła. Miałam wrażenie, iż jest jakaś taka nijaka. Ani ona wciągająca, ani innowacyjna, takie trochę nudy na pudy. Niby da się to przeżyć, ale po autorce spodziewałam się czegoś wybuchowego, zapierającego dech w piersiach. Z tego powodu jestem rozczarowana, myślałam, że historia wywoła u mnie jakąś reakcję. Ostatecznie jak nie pozytywną to negatywną też bym się zadowoliła. A tutaj zupełnie nic z mojej strony, pełna obojętność. 

Jeśli chodzi o bohaterów to wcale nie było lepiej. Anna, co do której żywiłam pewne nadzieje, okazała się być niemrawą, zaszczutą i niekonsekwentną osobą. Przeżyła swoje i nie miała w życiu lekko, ale jak przychodzi co do czego, mimo że sama zarzekała się, iż nigdy już więcej z nikim nie pójdzie do łóżka, to z własnej chęci wskakuje, nowo poznanemu kolesiowi do łóżka. Jaki w tym sens? Mam wrażenie, że gdyby opierała się temu dłużej i tym samym zmusiła Charlesa do większego zabiegania o nią, to byłoby zdecydowanie ciekawiej. A tak wyszła na taką ciut uzależnioną od seksu. 

W takim wypadku wróćmy jeszcze do Charlesa. Powiem szczerze, iż nie jest on o wiele lepiej wykreowany od Anny. Bardzo męski i przerażający, taki typowy wilk/samiec alfa, ale jak się okazuje chwilę później wariuje z "miłości". Niby okej, to mogłabym jeszcze przeżyć, ale wkurzał mnie swoim zachowaniem. Do tej pory nie przeszkadzało mu zbytnio to co robi, wiadomo jakieś wyrzuty sumienia miał, ale nie na taką skalę jak wtedy, kiedy poznał Annę i ta wróciła z nim do jego domu. Po tym po prostu nie dało się tego wytrzymać. Gdyby mógł to kompletnie odizolowałby ją od tej części swojego życia.

Jak zapewne zauważyliście w poprzednim akapicie pojawiło się słowo "miłość". To prawda w fabule pojawiło się jakieś uczucie między bohaterami, ale jak dla mnie to w żadnym wypadku nie była miłość, ponieważ pojawiła się dosłownie znikąd. Sami wiecie jak ja podchodzę do tego typu wątków miłosnych. Takie bez sensu one, po co tam od razu tak o pchać miłość, przecież to mogło być na przykład początkowo samo pożądanie, które wraz z biegiem czasu przerodziłoby się w coś więcej. Wystarczyłoby mi nawet, żeby między nimi było wyraźne przyciąganie. To też mogłoby się dalej rozwinąć w coś pięknego, ale nie to zawsze musi być miłość znikąd. 

Jedyny moment w książce, do którego nie mogę się przyczepić to zakończenie, ponieważ akurat ono było trzymające w napięciu i ciekawe. Z tego powodu jestem tym bardziej zawiedziona resztą lektury, w końcu było widać, iż autorka jak chce to może pisać tak jak w poprzedniej serii.

Właśnie mi się jeszcze przypomniało, co jeszcze rozstrzygnęłam na korzyść książki. Mianowicie chodzi o to, że nie uświadczyłam tutaj zbyt dużej ilości scen erotycznych. Owszem są takie, ale ich ilość i natężenie zostały dostosowane do historii. Za to ogromny plus, bo czasami tego seksu bywa w lekturze tak dużo, że ginie pod nim cała fabuła. 

Podsumowując, sama się zastanawiam czy sięgnę po kolejne części, jeśli wyjdą w Polsce. Z jednej strony nadal mam nadzieję, że będę miała szansę doświadczyć tego świetnego pióra autorki w nich, a z drugiej strony ta książka skutecznie mnie zniechęciła do następnych. Poza tym na tle serii o Mercedes Thompson ta póki, co wypadła bardzo słabo


12.08.2014

Recenzja: "Po drugie dla kasy" - Janet Evanovich

Tytuł: Po drugie dla kasy
Autor: Janet Evanovich
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 416
Data wydania: kwiecień 2012
Ocena: 7/10


Dla mnie książki tej autorki to taka lekka lektura idealna na leniwe popołudnia i wieczory. Jest ona na tyle zajmująca, że się nie nudzę, jednocześnie nie będąc bardzo wymagającą. Dzięki temu można ją spokojnie czytać po wyczerpującym dniu. Powiem nawet więcej, mi pomaga się ona odprężyć. 

Byłam bardzo zdziwiona, iż ten tom trzyma poziom poprzedniego. Jakoś tak ostatnio trafiałam na serie, których drugie tomy nie były tak dobre jak pierwsze. A tutaj takie pozytywne zaskoczenie. 

Główną bohaterką nadal jest Stephanie, łowca nagród (tak na marginesie nie wiem czemu, ale za każdym razem mam chęć napisać łowca głów), której perypetie są wręcz rozbrajające. Momentami aż trudno mi było się nie śmiać. Zdecydowanym plusem jest to, że nasza bohaterka zmądrzała, ale tylko trochę. Powiedzmy, iż teraz podejmuje bardziej odpowiedzialne decyzje. 

Poza tym bardzo mnie ucieszyło rozwiązanie - nowa książka nowa sprawa dla Śliwki. Z drugiej strony nie wiem czy nie wolałabym gdyby co książka to nowi bohaterowie. Jeszcze nie podjęłam decyzji, ale mam nadzieję, że ta seria nie znudzi mi się po kilku tomach. 

Ogólnie nadal jest to bardzo zaskakująca lektura, choć momentami zdarzało mi się przeczuwać, co może się wydarzyć. Już nie jestem tak zdziwiona tym, że w Polsce jest już wydanych 11 tomów z tej serii, ponieważ rzeczywiście, co książka to robi się ciekawiej. 

Samo zakończenie jest satysfakcjonujące, ale nie jest zapierające dech w piersi. Miałam nadzieję na cliffhangera, ale niestety go nie było. Muszę przyznać, iż brakuje mi trochę tego. Z tym byłoby o niebo ciekawiej. Z drugiej strony rozumiem, dlaczego autorka postąpiła tak, a nie inaczej. Prawdopodobnie gdyby autorka urwała książkę w połowie nierozwiązanej sprawy to wszyscy byli by poirytowani, a także stwierdziliby, że oni się tak nie bawią, równocześnie kończąc swoją przygodę z serią. Dodatkowo skoro nowa książka nowa sprawa to takie urwanie nie miałoby żadnego sensu. 

Podsumowując, jak już mówiłam poprzednio nie jest to rodzaj książki, po którą zazwyczaj sięgam, ale naprawdę dobrze się przy niej bawię i z pewnością sięgnę po kolejne tomy. Poza tym jest też tutaj wątek miłosny, który zdecydowanie podsyca moją ciekawość. Bardzo chciałabym się dowiedzieć jak to się dalej wszystko potoczy.


4.07.2014

Recenzja: "Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy" - Janet Evanovich

Tytuł: Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy
Autor: Janet Evanovich
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 352
Data wydania: marzec 2012
Ocena: 7/10


Opis: Stephanie ma za sobą nieudane, szybko zakończone małżeństwo (powodem była zdrada). Traci pracę (handlowiec od bielizny), popada w coraz większe długi. Ostatnią nadzieją pozostaje kuzyn Vinnie, właściciel Vincent Obligacje Plum Bail. Niestety upatrzona przez Stephanie posada urzędnika w biurze poręczeń, okazuje się być zajętą. W zasięgu wciąż jednak pozostaje egzotyczna profesja łowcy nagród. Co prawda kuzyn Vinnie nieco protestuje, ale niewielki szantaż ze strony Stephanie zdesperowanej swoim finansowym położeniem, wreszcie otwiera drogę do ""upragnionej"" kariery. A przynajmniej tak sie jej wydawało. Bo, jak powszechnie wiadomo, łowca nagród to profesja obliczona raczej na twardych i bezpardonowych osobników. zestawienie nowych obowiązków z posturą, charakterem i doświadczeniem Stephanie daje przekornemu losowi szerokie pole do popisu. Dokładając do tego koloryt lokalnej społeczności, humor sytuacyjny, niesamowitą dawkę akcji i elementy rasowego thrillera otrzymujemy serię, której topowa pozycja nikogo już nie powinna dziwić.

Powiem szczerze, że nie jest to typ książek, ku któremu się zazwyczaj skłaniam, ale jakoś tak koleżanka poleciła mi tą lekturę, a ja postanowiłam sprawdzić, co o niej myślę. Poza tym skusiły mnie jeszcze świetne recenzje, na które natykałam się co rusz. Zdecydowanie jest to miła odmiana od moich zwyczajowych nawyków czytelniczych i chociaż obawiałam się, że niezbyt mi się spodoba, to jednak nawet ją polubiłam.

Pamiętam, iż jakiś czas temu oglądałam film na podstawie tej powieści i bardzo mi się podobał. Niestety muszę to powiedzieć - książka podobała mi się zdecydowanie bardziej, dużo więcej się w niej działo. Ogólnie, jak dla mnie, historia opisana w powieści sama w sobie jest ogromnie interesująca, ponieważ mnie jakoś zawsze ciągnęło do filmów o łowcach nagród. U nas to raczej nie jest często spotykany zawód, a z pewnością należy do ciekawych.

Jeśli chodzi o główną bohaterkę to jest ona frapującą osóbką, co prawda mam wrażenie, że poznałam ją w za małym stopniu, aby jednoznacznie stwierdzić czy ją lubię czy nie. Ma silną osobowość i nie boi się podjąć ryzyka, aby w końcu móc wieść dobre życie. Trochę nieroztropna, roztargniona i w gorącej wodzie kąpana, ale gdyby było inaczej to nie byłoby już tak śmiesznie czytać o jej perypetiach.

Lektura jest pełna suspensu i niespodziewanych wydarzeń, ale mimo wszystko momentami bywa nudnawo, a akcja wlecze się po ślimaczemu. Z tego powodu książkę czyta się stosunkowo długo. Nie wiem może to tylko ja, ale miałam lekkie trudności z przebrnięciem przez te nudniejsze części. Po prostu czytałam je dłużej niż resztę powieści. Nie mniej jednak zakończenie trzyma dobry poziom. Do samego końca nie wiedziałam, co może się wydarzyć i byłam pozytywnie zaskoczona. Zdecydowanie trzyma w niepewności do ostatniego słowa.

Jest to przyjemna książka i choć momentami przyprawiała mnie o ciarki to pewnie sięgnę po kolejne części, aby się przekonać, co będzie dalej. W końcu z jakiegoś powodu jest już u nas wydanych 12 części tej serii, ktoś musi to czytać i lubić, inaczej skończyłoby się na maksymalnie 5 tomie. Nie byłam jakoś mocno zachwycona, ale jestem zdania, iż muszę się trochę wdrożyć, ponieważ to inny typ książki niż te, które zazwyczaj królują na mojej liście czytelniczej. Zobaczymy jak to będzie z kolejnymi częściami.

Recenzja bierze udział w Rekord 2014, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu, Book Lovers, Czytaj - to się opłaca, Serie na starcie 2014, Z półki 2014, Czytamy polecane książki, Pod hasłem.

28.03.2014

Recenzja: "Zwycięzca bierze wszystko" - Aneta Jadowska

Tytuł: Zwycięzca bierze wszystko
Autor: Aneta Jadowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 480
Data wydania: lipiec 2013
Ocena: 9/10


Opis:
Zostało jeszcze kilka spraw do załatwienia, zanim nastąpi Sąd Ostateczny. Boże narodzenie nie wzbudza już takiej radości jak dawniej, kiedy nad głową wisi archanielski miecz, diabeł i zabójczyni. W dodatku nadchodzi rewolucja, której wynik może zmienić wszystko... Nie ma czasu na załamanie. Dora Wilk nie zamierza czekać, aż się wypełnią wyroki boskie. Czas wyciągnąć miecz, rozciągnąć mięśnie i przetrzepać jeden pierzasty tyłek...

To już moje trzecie spotkanie z Dorą Wilk i muszę powiedzieć, że robi się coraz ciekawiej. Póki co jest to mój ulubiony tom w całej serii. Przyznam szczerze, że nawet nie podejrzewałam, co mnie czeka podczas czytania. Jak siadłam i się zatopiłam w lekturze to nawet jakbym chciała, nie mogłam jej odłożyć. Do tej pory to najlepsza książka autorki i chociaż dzieje się w niej mniej niż w poprzednich, to mi to odpowiada. Autorka położyła duży nacisk na zmiany zachodzące w bohaterach jak i zakończyła kilka wątków, które plątały się gdzieś tam w tyle. Świetnie, że tak postąpiła, dzięki tym zabiegom stworzyła sobie ogromne pole do popisu w kolejnych częściach. 

Początkowo para głównych bohaterów wręcz doprowadzała mnie do szału. Dora i Miron zachowywali się na zmianę jak rozchwiane emocjonalnie nastolatki albo kłócili się o byle co i wszczynali bójki bez powodu. Na szczęście to minęło - to chyba był taki specyficzny okres przejściowy, aby ich charaktery mogły dalej ewoluować - i większość wróciła do normy, jeśli da się to tak nazwać w końcu w kontekście Dory nie istnieje słowo "niemożliwe". Bardzo spodobało mi się to, że autorka postanowiła wprowadzić kilku nowych bohaterów, którzy byli jak taki powiew świeżości.

Poza tym świetnie wypadło wplecienie w fabułę ważnych dla książki i świata przedstawionego wydarzeń, w których Dora nie brała udziału. Dzięki temu tempo akcji było bardziej stonowane w tej książce. Nie mniej jednak nie brakowało niespodzianek różnej maści, jak i wesołych lub smutnych momentów.

Jedyne co mi się za bardzo nie podobało to zakończenie, ponieważ miałam wrażenie, iż jest ono skonstruowane typowo pod czytelnika, aby zaostrzyć mu apetyt na kolejne części. Niestety we mnie nie wywołało oczekiwanej reakcji. To wcale nie znaczy, że nie chcę przeczytać kolejnych części, po prostu w moim wypadku to zadanie spełniła cała książka.

Biorąc pod uwagę jak dobrze wypadła ta część, to mam wrażenie, że autorka będzie miała trudny orzech do zgryzienia. Mianowicie, jak utrzymać dobrą passę książek i nie zanudzić czytelnika na śmierć. I jeśli mam być szczera to moje przeczucie mówi mi, że autorka dopiero się rozkręca i zdecydowanie będę jeszcze pozytywnie zaskoczona.

Jeśli przeczytaliście pierwszy tom i nie jesteście w pełni przekonani co do serii, to przebolejcie jeszcze drugi, a podejrzewam, że ta część pozytywnie was zaskoczy albo nawet wbije w fotel, ale z pewnością nie będziecie żałować, iż przeczytaliście.

1.03.2014

Recenzja: "Bogowie muszą być szaleni" - Aneta Jadowska

Tytuł: Bogowie muszą być szaleni
Autor: Aneta Jadowska
Wydawnictwo:
Fabryka Słów
Liczba stron: 464
Data wydania: styczeń 2013
Ocena: 8/10


Opis:
Drżyjcie Bogowie. Niech zabrzmi Highway to hell
 Jak wiele może się wydarzyć w ciągu roku?
 Dora Wilk jak magnes przyciąga kłopoty, wariatów i męskie spojrzenia. Łamie regulaminy, szuka przyjaźni w dziwnych miejscach, a od losu dostaje przeciwników wyłącznie potężnego kalibru.  Policjantka to nie zawód, ale stan umysłu... a że po drugiej stronie Bramy rzadko można złoczyńcę zakuć w kajdanki i odprowadzić do aresztu... Dora robi co musi, by Toruń, Thorn czy Trójmiasto i Trójprzymierze pozostały dobrymi miejscami do życia.  Drżyjcie Bogowie, wampiry, wilki, Archaniołowie i pospolici wariaci – Dora Wilk kopie tyłki z wdziękiem baleriny, nie przyjmuje usprawiedliwień o złym dzieciństwie i nie przebiera w środkach by zaprowadzić porządek.

Po tą część sięgnęłam głównie po to, aby dowiedzieć się jak dalej potoczy się wątek miłosny. To mnie najbardziej interesowało. Muszę przyznać, że jestem i nie jestem rozczarowana. Ale więcej o tym później.

Akcja poprzedniego tomu była wręcz szalona, tyle się działo. Tutaj nie jest inaczej, a w gruncie rzeczy, o ile jest to możliwe, dzieje się jeszcze więcej. Co ma swoje plusy i minusy. Zdecydowanie na korzyść przemawia nie możliwość nudzenia się podczas czytania. Za dużo się dzieje, by było to możliwe. Z drugiej strony momentami było za dużo wszystkiego i wyszło tylko takie poplątanie z pomieszaniem, a czemuś takiemu mówię zdecydowane nie.

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie postać Dory, która "ewoluowała" i jakimś cudem stała się bardziej wyważoną i stonowaną wersją samej siebie. Niech was to nie zwiedzie, nadal przyciąga kłopoty jak wielki magnes. Poza tym jestem szczęśliwa, ponieważ dowiedziałam się ciut więcej na temat jej pochodzenia i przodków. Teraz powoli zaczynam rozumieć, dlaczego autorka nie podzieliła się z nami tymi informacjami od razu na początku. Mówię wam, wtedy nie było by takiej frajdy. Sam wątek pochodzenia Dory zapowiada się niezmiernie ciekawie i niesie ze sobą duży potencjał, który mam nadzieję zostanie w jakiś sposób wykorzystany.

Muszę przyznać, że autorce należy się ogromny plus za wyobraźnię i kreatywność. Mam wielką nadzieję, że świetne pomysły nie wyczerpią się przed końcem serii, ponieważ jej pomysły są zaskakujące, a jednocześnie oryginalne. No przynajmniej, jeśli chodzi o wydarzenia.

Ponieważ jeśli chodzi o wątek miłosny, to już robi się trochę gorzej. Sami wiecie, iż za trójkątami miłosnym nie przepadam, a żeby być w pełni szczerą to takie, które przypominają mi w jakikolwiek sposób trójkąt ze "Zmierzchu" wręcz mnie odstręczają. Nie chodzi o to, że nie lubię "Zmierzchu", po prostu bohaterka, której zdarza się być niezdecydowaną i latać od jednego do drugiego, nie jest moją ulubioną i po prostu mnie niezmiernie irytuje. No i tutaj pojawia się mój problem. Dora, momentami, ale nadal, jest niezdecydowana i rozważa różne opcje. Ja się pytam po co? Wątek Miron Dora był i jest świetny, ale to co w tej książce się z nim stało to dla mnie masakra.

Jedyne co choć trochę ratuje ten nieszczęsny wątek to zakończenie, które dosłownie wbiło mnie w fotel. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw i mam nadzieję, że to co się stało nie doprowadzi do "pogorszenia" sytuacji pod tytułem trójkąt miłosny. Tego raczej bym nie zniosła.


22.02.2014

Recenzja: "Złodziej dusz" - Aneta Jadowska

Tytuł: Złodziej dusz
Autor: Aneta Jadowska
Wydawnictwo:
Fabryka Słów
Liczba stron: 352
Data wydania: lipiec 2013
Ocena: 8/10


Opis: "Break on through (To the other side)”. Nie ma czasu na pierdoły. Oto Dora Wilk – policjantka i wiedźma w jednym. Do obu stron osobowości podchodzi śmiertelnie poważnie, przez co ma ręce pełne roboty i podwójną porcję kłopotów. W Toruniu w dziwnych okolicznościach ginie staruszka. W alternatywnych miastach giną magiczni i to Dorę wybrano, by rozwikłała zagadkę.Razem z ekipą do zadań specjalnych: aniołem i diabłem wkracza do akcji. Jedno jest pewne – nie będzie grać zgodnie z regułami. Stado nadprzyrodzonych, morderstwa i śledztwo – to zdecydowanie nie jest kolejne love story.


Wiecie jak to jest z opiniami o książkach. Każdy ma swoją i często są to sprzeczne opinie. O tej pozycji czytałam i dobre i złe recenzje, ale koniec końców, po tym jak koleżanka mi ją pożyczyła z rekomendacją doszłam do wniosku, że czemu by nie dać jej szansy. I tym sposobem mozolnie, ale ciągle zaczynam się przekonywać do polskich autorów.

Muszę powiedzieć, iż jestem dość pozytywnie zaskoczona tym jak bardzo spodobała mi się książka. Bardzo przyjemna i w miarę szybka do przeczytania lektura, która mimo wszystko była niezmiernie wciągająca. Jak siadłam, aby ją przeczytać tak już nie mogłam się oderwać od niej. Po prostu musiałam wiedzieć, co będzie dalej.

Jeśli chodzi o bohaterów to dosłownie cud, miód i orzeszki. A tak serio to parą moich ulubionych bohaterów jest Dora i Miron. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest para w sensie romantycznym, przynajmniej póki co. Dora to żadna tam grzeczna dziewczynka, tylko pewna siebie i pyskata kobieta, która z pewnością potrafi o siebie zadbać. Tutaj ubolewam tylko nad jednym, a mianowicie brakiem bardziej szczegółowych opisów bohaterów. Zwłaszcza tego jak wyglądają. Cechy charakteru to jeszcze można wywnioskować z zachowania, ale wyglądu to niezbyt. Tutaj najbardziej "ucierpiała" postać Dory, jakoś tak mężczyźni są lepiej opisani. Standardowo główna bohaterka jest magnesem na kłopoty, no, bo jakby mogło być inaczej. Dzięki temu ta książka jest tak ciekawa.

No to jeszcze został nam Miron. Tak szczerze to jest tak przystojny, że mogłabym go spokojnie schrupać. Pewnie już podejrzewacie, iż to taki typowy niegrzeczny chłopiec, za jakimi ja przepadam. Poza tym uwielbiam jego sarkastyczne komentarze oraz relacje z Dorą. Poza tym sądzę, że dobór bohaterów jest dość ironiczny, ale sprawdza się on świetnie. No, bo kto by wybrał na głównych bohaterów wiedźmę, a do tego wysoko postawionych diabła i anioła?

Dodatkowo, dla mnie dużym plusem jest brak ckliwej historii miłosnej. Natomiast jest tutaj dużo erotyzmu i podtekstów, ale mi to nie przeszkadza. Od czasu do czasu miło przeczytać taką książkę. Co prawda powtarza się tutaj wzór z innych książek, ale nie jest on tak bardzo nachalny, że początkowo nawet go nie zauważyłam. W żadnym wypadku on nie przeszkadza.

Jeśli chodzi o fabułę to jest porządnie zbudowana, napięcie narasta powoli, a akcja jest w miarę wartka. Lektura jest nieprzewidywalna i to bardzo. Nie spodziewałam się tego, co nastąpiło. No i nie mogę zapomnieć o kolejnym minusie, a mianowicie brakuje mi szczegółów na temat świata przedstawionego. Po prostu wydaje się on czasami taki płaski i nierealny. Przydałoby się też trochę więcej wyjaśnień, co z czego się wzięło. Wtedy dużo więcej rzeczy miałoby sens.

Podsumowując, ja wręcz nie mogę się doczekać, co wydarzy się dalej i mimo, iż widzę kilka minusów, to uważam, że książka jest warta uwagi. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to jak bardzo nasz rynek książkowy jest "zapchany" książkami zagranicznych autorów i jak trudno jest się polskim autorom wybić, nieważne jak dobrzy są. Także polecam zapoznanie się z tą pozycją.



16.12.2013

Recenzja: Seria o Wiedźmie - Olga Gromyko

Tytuł: Zawód: Wiedźma 1 i 2, Wiedźma Opiekunka 1 i 2, Wiedźma. Naczelna
Autor: Olga Gromyko
Wydawnictwo:
Fabryka Słów
Liczba stron: 296, 310, 288, 264, 528
Data wydania:  2011
Ocena: 10/10


Opis: Dlaczego mistrz wrzuca młodziutką magiczkę na głęboką wodę zagadki, która przed nią pochłonęła 13 ofiar, w tym... kilku magów z doświadczeniem?
Bo ma talent. Bo jest wystarczająco wścibska i ciekawska, a dwutomowa podróż w jej towarzystwie przekonuje, że to świetny kompan i - wbrew pozorom - nielichy przeciwnik.
Taka jest rudowłosa Wolha Redna, jedyna kobieta na typowo męskim wydziale magii Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa.
Postrach strzyg, gwiazda magii praktycznej, autorka rewolucyjnych tez obalających wiekowe mity o wampirach (w tym bzdury o czosnku), niestrudzona badaczka obyczajów i życia codziennego krwiopijczej społeczności . Gdy przekracza granicę lasu osik oddzielających inne krainy od Dogewy, ojczyzny wampirów, przez myśl nam nie przejdzie, że wysłano ją z poselstwem niemalże dyplomatycznym...



Tym razem opisu, jako takiego nie będzie, ponieważ to aż pięć książek i niestety opis zająłby więcej niż recenzja. Dlatego też będzie opis pierwszej części, żebyście mieli tak mniej więcej pojęcie, co, z czym się je. Tak poza tym to nie urwijcie mi głowy, ponieważ to moja pierwsza w życiu pisana recenzja zbiorcza i mam nadzieję, że będzie miała, choć trochę sensu. 

Pierwszy raz tą serię czytałam naprawdę bardzo dawno temu, to było jeszcze przed tym ja wyszła ostatnia część i bardzo mi się wtedy podobała, dlatego też postanowiłam przeczytać ją po raz drugi i jest to pierwsza seria/książka, którą przeczytałam drugi raz. 

Od razu na początku chciałabym was uprzedzić, nie jest to seria dla osób poszukujących romansu, który jest na pierwszym planie w powieści. Jest tu mowa o miłości, ale jest to bardzo subtelny wątek i raczej przegrywa z tymi wszystkimi przygodami głównej bohaterki. Nie dajcie się zwieść temu, ponieważ ja, mimo, że zazwyczaj gustuje w takich romansidłach to pokochałam tą książkę i coś czuję, iż będę do niej od czasu do czasu wracać. 

Świetnie nadaje się na poprawę humoru, momentami nie mogłam się przestać śmiać i już brzuch mnie zaczynał od tego boleć, ale to dobrze, ponieważ czasami każdy potrzebuje czegoś takiego. Bardzo przystępnie napisana, czyta się w mgnieniu oka i dosłownie jednym tchem. Poza tym świetny świat przedstawiony jak i bohaterowie, którzy dodają uroku historii. 

Główna bohaterka to taka wredna, pewna siebie dziewczyna, które tak bardzo lubię w książkach. No, bo powiedzcie, co to za frajda czytać książkę, w której bohaterka jest taka rozlazła, niezdecydowana i bez osobowości? Takie niedające sobie w kaszę dmuchać są o niebo lepsze. Dodatkowo Wohla nie jest w stanie usiedzieć w miejscu, a już tym bardziej nie lubi stosować się do wytycznych kogokolwiek, a to skutkuje masą zaskakujących przygód.

Wiadomo pakować się w kłopoty i przeżywać przygody bez kompanii druhów to nie przystoi. Jest tam cała ferajna, która często towarzyszy naszej bohaterce. Niestety, i nad tym niezmiernie ubolewam, nie jest tego wystarczająco. Natomiast dużo "czasu" poświęcone jest Lenowi. Jest on uzupełnieniem Wohli i dogadują się świetnie. Nadaje to realizmu powieści, ponieważ ich relacja jest bardzo realna. 

Tak mówiąc ogólnie to książka bazuje na kilku dość popularnych stereotypach jak i przesądach. Niby nigdzie nic na ten temat nie piszę, ale można się bardzo prosto domyślić. Dużo jest też stereotypów o wampirach i innych stworzeniach nocy. Pomysł sam w sobie jest świetny, a jego wykonanie bardzo staranne. 

Bardzo mi się podoba taki miszmasz, jeśli chodzi o postacie, ponieważ występuje tutaj ogromny wachlarz od wampirów przez czarownice, trole, elfy, smoki po duchy i masę innych potworów. Nie uświadczysz tutaj śmiertelnie nudnych i przydługich opisów, cały czas coś się dzieje. Wszystkie ważne informacje są umiejętnie wplecione pomiędzy wydarzenia i dialogi. Poza tym te zakończenia, po prostu oszaleć można. Uwierzcie mi nie da się nie sięgnąć po następną część, po prostu nie jest to możliwe. Jeśli chodzi o wielkie zakończenie całej serii to jest ono trochę przewidywalne, ja to początkowo myślałam, że jednak to skończy się inaczej, ale i tak bardzo je lubię, ponieważ nie pozostawia po sobie takiego wrażenia, iż autorka czegoś zapomniała wytłumaczyć bądź zostawiła sobie taką małą uchyloną furtkę, aby w razie, czego móc napisać kolejną część.

To tak podsumowując, według mnie dobrą książkę można poznać po tym, że mimo braku czasu i tak ją przeczytasz, nie mogąc się od niej oderwać. Taką właśnie lekturą była dla mnie ta seria, póki, co jest to jedna z moich ulubionych serii, zawsze poprawia mi humor. Z całego serca polecam!


Recenzja bierze udział w Wyzwaniu Czytam Fantastykę, Czytamy polecane książki, "Pod hasłem".

28.09.2013

Recenzja: "Dreszcz" - Jakub Ćwiek

Tytuł: Dreszcz
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 296
Data wydania: marzec 2013
Ocena: 7/10 


Opis: Oto Dreszcz! Rock N' Roll is Not Dead! Keith Richards na osiedlu Tysiąclecia? Why not?! Rychu Zwierzchowski wiedzie żywot pasożyta-luzaka - sex drugs and rock n’roll. Pije, pali, gra na streecie i usilnie stara się nie znaleźć poważnej, regularnej pracy. Utrzymuje go córka, która co jakiś czas dba o uzupełnienie jego finansowych potrzeb. Całe życie „Dreszcza” to koncerty i AC/DC ponad wszystko. Są przyjaciele i wrogowie, choć tych drugich rzecz jasna więcej. Aż pewnego dnia „Dreszcz” obrywa piorunem i... zyskuje nowe super moce. Tylko czy to coś zmienia? Jak to u Ćwieka bywa - muza głośno ryczy, a każda strona wali po uszach siłą decybeli. Odszedł „Kłamca”, nadchodzi „Dreszcz”. Bo ileż się można pieprzyć z Bogami.

Uwaga, uwaga, stał się cud. Ana przeczytała książkę, która nie jest romansem paranormalnym ani powieścią dystopijną. Nie no dobra przesadzam, to nie tak, że ograniczam się do czytania tylko tych dwóch wyżej wymienionych gatunków książek, po prostu jakoś tak ostatnio się złożyło, iż właśnie tylko takie lektury były przeze mnie wybierane. Ta książka trafiła do mnie całkowicie przypadkiem. Poleciła mi ją pani w bibliotece, gdy wypożyczałam lektury szkolne. Muszę powiedzieć, że jestem równocześnie zadowolona z faktu przeczytania tej pozycji jak i nim rozczarowana.

Po pierwsze, jest to dla mnie prawdziwy powiew świeżości po tych wszystkich książkach o miłości. Tu ona po prostu nie występuje, a gdyby występowała, to wtedy byłabym ogromnie zdziwiona. Koniec końców, nie jest to typ książki, która w jakikolwiek sposób traktuje o miłości.

Po drugie, kolejna nowość to dobór superbohatera, no, bo kto by pomyślał, że taki osobnik dorobi się takiego tytułu. On to idealnie pasuje na takiego podstarzałego rockmana, ale super moce, walka ze złoczyńcami. Nie to raczej nie może być jego bajka.

Poza tym, trzymając się tematu super bohaterów, widać tutaj ileś podobieństw do komiksów i istniejących już super bohaterów. Na przykład młody chłopak, który koniecznie chce zostać "pomocnikiem" superbohatera bardzo przypominał mi postacie z "Batmana". W sumie rzecz biorąc, sam zainteresowany rolą pomocnika przyznaje w książce, że chce być jak postacie z komiksu.

Przechodząc do minusów, za taki większy i w pewnej mierze wpływający na komfort i przyjemność czytania jest gwara, która została użyta przy wypowiedziach, niektórych bohaterów. Nie wiem jak wy, ale ja nie przepadam za tym, aby co kilka/kilkanaście chwil przerywać czytanie i domyślać się, co powiedziała dana postać. To jest po prostu dla mnie wkurzające. Jeszcze pół biedy gdyby na dole strony zostały umieszczone jakieś przypisy, aby rozwiać moje wątpliwości odnoście tego, co, która wypowiedź znaczy. Niestety tych brak. Z tego powodu uważam, iż książka jest lekko "nieczytelna".

Dodatkowo w fabule ogólne brakowało mi suspensu i nieprzewidywalności, a początkowo również wartkości akcji. Strasznie mi się dłużyło te kilkanaście pierwszych kartek. Coś, co jeszcze mnie dezorientowało była zmiana postaci, z których perspektywy była opowiadana historia.

Bardzo mnie rozbawiło ostrzeżenia na początku książki. Śmiech, śmiechem, ale okazało się ono być bardzo adekwatne, ponieważ momentami autor nie przebierał w środkach stylistycznych i możemy się spotkać z przekleństwami jak i ostrym językiem. Dla mnie ani to plus, ani minus, po prostu inny styl pisania autora, co nie znaczy, iż przeszkadzało mi to podczas czytania.

Podsumowując, książkę czytało mi się w miarę przyjemnie, a dużo lepiej by było gdyby nie ta gwara. Jak już wspominałam wcześniej, nie wiem czy jestem zadowolona czy nie, że przeczytałam tą pozycję. Z pewnością cieszę się, iż mogłam zapoznać się z twórczością jednego z rodzimych pisarzy. Czasami mam wrażenie, że ich twórczość jest przez ludzi niedoceniana, a naprawdę można trafić na jedyne w swoim rodzaju dzieła, które są warte przeczytania. Z drugiej strony jakoś tak czegoś mi brakowało w tej lekturze i w tym wypadu sądzę, iż na to wrażenie złożyły się te wszystkie minusy, o których pisałam i zabrały trochę tej przyjemności czytania.


14.09.2013

Recenzja: "Wybór" - Aleksandra Ruda

Tytuł: Wybór
Autor: Aleksandra Ruda
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: -
Data wydania: marzec 2012
Ocena: 8/10 


Opis: Rzeczywistość na trzeźwo czasami jest nie do przyjęcia Być studentem ostatniego roku wcale nie jest łatwo. Zwłaszcza jeśli studiuje się magię i jest się najlepszym Mistrzem Artefaktów. Co prawda wszyscy chcą twoich talizmanów, ale za darmo! Na praktyki wyślą cię do najbardziej zapadłej dziury świata, z dala od czekolady oraz gorącej wody! I zawsze się znajdzie ktoś, kto zechce zobaczyć, jak zabijasz zombie. Owszem, jeżeli umrzesz to narzeczony – nekromanta cię ożywi, ale powiedzmy sobie wprost - to żadne pocieszenie. Olgierda Lacha, najbardziej obiecująca studentka Wydziału Magii Teoretycznej ma serdecznie dość ratowania świata za cenę ulubionej spódnicy. Chcesz być piękna, sławna i pożądana? Lepiej odpukaj w niemalowane.


Z racji tego, że tak świetnie bawiłam się czytając poprzednią część serii oraz trudności z wyborem co przeczytać następnie podjęłam decyzję, że jednak wezmę się za następne dzieło autorki. Muszę przyznać, iż czasami jak czytam kilka książek z serii pod rząd to mam problem późnej rozróżnić co w której mi się podobało, a co nie, tym razem, ku mojej uciesze było inaczej.

Przygody bohaterów dość dobrze zapisują się w pamięci i nie miałam żadnych problemów z rozróżnieniem co się działo kiedy i w której lekturze. Nadal jestem zafascynowana przygodami głównych postaci oraz tym jak bardzo śmiałam się przy tej książce. Poza tym jestem pozytywnie zaskoczona niespodziewanymi zwrotami akcji, zarówno na płaszczyźnie miłości jak i fabuły.

Niezmiernie polubiłam bohaterów i wielką przyjemność sprawiło mi czytanie o kolejnych kłopotach w jakie wpadają i jak udaje im się z nich wyplątać. Znając już trochę główną bohaterkę podejrzewałam , że sprawy miłosne mogą przybrać nieoczekiwany obrót, ale żeby aż tak?! Muszę przyznać, iż końcowy fragment książki bardzo mnie zasmucił no i sprawił, że po prostu nie mogłam wytrzymać aby dowiedzieć się co będzie dalej. Zakończenie było wręcz idealnie przemyślane, po to by torturować czytelnika. Muszę jeszcze wspomnieć o charakterze głównej bohaterki, który oczywiście pozostał niezmienny, natomiast doprowadził ją do podjęcia kilku decyzji, które skończyły się dużymi kłopotami.

Dzięki temu wszystkiemu książkę czytało się szybko i przyjemnie, podejrzewam, że na jakoś czytania miał wpływ lekki styl pisania autorki i jakość tłumaczenia. Tą książką po prostu nie można się znudzić.

Recenzja bierze udział w Wyzwaniu Czytam Fantastykę.

11.09.2013

Recenzja: "Odnaleźć swą drogę" - Aleksandra Ruda

Tytuł: Odnaleźć swą drogę
Autor: Aleksandra Ruda
Wydawnictwo:Fabryka Słów

Liczba stron: 464
Data wydania: lipiec 2010
Ocena: 8/10 


Opis:
"SOLIDNA PORCJA MAGII I HUMORU Ze szczyptą lubczyku Nic nie jest proste, gdy pochodzisz z maleńkiej mieściny, aspirujesz do ukończenia renomowanego Uniwersytetu Nauk Magicznych, a twoje imię jest kompletnie niemagiczne. Tymczasem… Ola Lacha – dziewczyna o ciętym języku i wyjątkowym wdzięku – wyrasta na mistrzynię magii wykreślnej. Trochę pieprzu, ciut mięty, sporo erotyki, wielka przyjaźń i duża łycha magii. Z Olgą Lachą, półkrasnoludem Ottonem, uzdrowicielką Lirą, nekromantą Irgą i trollami żądnymi hardcore’owych przygód nie można się nudzić."

Książka, opis jak i okładka, przyciągały mój wzrok i nie tylko już od dłuższego czasu. Koniec końców, po tym jak poleciła mi ją koleżanka, zdecydowałam się ją przeczytać i w cale nie jestem zawiedziona. Zauważyłam, że książki autorów zza naszej wschodniej granicy - Białoruś, Ukraina, itp. - mają taki specyficzny, niczym niewymuszony humor i to chyba najbardziej przyciąga mnie do tych pozycji.

Może zacznijmy tym razem od tego, co mnie irytowało w lekturze. Jest to taka jedna rzecz, niby drobiazg, ale potrafi namieszać. Nie przypominam sobie, żeby w książce gdziekolwiek był tak bardziej dokładnie określony czas, w którym rozgrywa się cała akcja. Nadal nie jestem w stanie wymyślić, w której epoce umieszczona jest fabuła, a to momentalnie doprowadzało mnie wręcz do szału, ponieważ nie wiedziałam, czy to całe opowiadanie ma sens.

Nie mniej jednak lektura doprowadziła mnie, i to kilkanaście razy, do śmiechu jak również kilka - do płaczu. Jeśli chodzi o główną bohaterkę, to została ona wykreowana tak trochę na modłę, może nie tyle głupiej blondynki, o ile takiej stereotypowej dziewczyny, która zawsze musi postawić na swoim, często zachowuje się nierozważnie, nie myśląc o konsekwencjach swoich czynów, jest zazdrosna o byle, co i jakże by inaczej wręcz uwielbia zakupy. Rozmyślając nad tym dłużej doszłam do wniosku, iż jest to osobowość bazowana na kilku bądź nawet kilkunastu różnych stereotypach o kobietach. Przyznaje, była ona czasami wkurzająca, ale to dało się przeżyć.

Patrząc na to, że panowały tam obyczaje zgodne z epoką, mniejsza o to, iż nadal nie wiem, jaka miała to by być, to wydaje mi się, że bohaterka jest dość postępową kobietą. Dla mnie najciekawszym aspektem książki jest to jak autorka opisała przyjaźń jak i miłość pomiędzy głównymi bohaterami. Musze przyznać, iż już czasami mam dosyć czytania o tym jak to przyjaźń przetrwała, nawet po mimo tych wszystkich  świństw, jakie przyjaciele zrobili sobie nawzajem. To samo z miłością, co książka to miłość po prostu nie z tego świata, a w każdym bądź razie mało realistyczna. Z tego też powodu bardzo podoba mi się miłość opisana w lekturze, jest taka bardzo normalna i to mi się niezmiernie podoba.

Przyjemnie jest czasami przeczytać książkę, w której mimo wszystko miłość i przyjaźń są bardzo prawdopodobne do znalezienia poza światem przedstawionym. Poza tym przygody głównych bohaterów jest tak przyjemnie czytać i wręcz nie można się oderwać od tekstu. Muszę przyznać, że już nie mogę się doczekać jak przeczytam kolejną część. Polecam!

20.02.2013

Recenzja: "Nadciąga burza" - Robin Bridges Review: "The Gathering Storm" - Robin Bridges

Tytuł: Nadciąga burza
Autor: Robin Bridges
Wydawnictwo: Fabryka słów
Liczba stron:
380
Data wydania: czerwiec 2012
Ocena: 9.5/10

 
Opis: Światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Ew. św. Jana 3,19 

Gałęzie i korzenie drzewa genealogicznego naszej rodziny splątane są z wieloma innymi drzewami królewskich rodów i, podobnie jak większość roślin w owym mrocznym lesie, skażone złem. Petersburg. Rok 1888. Krwawi słudzy Ciemności dążą do obalenia cara. Z dnia na dzień mroczny sekret Kateriny Aleksandrownej, umiejętność ożywiania zmarłych, zaczyna ściągać uwagę tych, których zainteresowania powinna za wszelką cenę unikać. Nadchodzi czas, w którym młodziutka Księżna Oldenburga musi opowiedzieć się po jednej ze stron konfliktu... To wybór umysłu, ale i serca ofiarowanego albo chłodnemu carewiczowi Jurijowi, albo zabójczo przystojnemu księciu Danile, dziedzicowi tronu vladików z owianej przerażającymi opowieściami Czarnogóry. Tego wieczoru śmierć zatańczy pośród nas.



Czy wy też tak czasami macie, że po przeczytaniu zapowiedzi książki jesteście pewni, iż nadaje się ona idealnie dla was? Tak było w tym wypadku ze mną. Z racji tego, że obecnie na rynku jest dużo powieści paranormal, które są bardzo podobne do siebie, tym razem poszukiwałam czegoś ciut bardziej oryginalnego. W tej kwestii mogę powiedzieć, że się nie zawiodłam.

Książka jest napisana prostym, łatwym do zrozumienia dla każdego językiem, przyjemnie się ją czyta. Fabuła jest zaplanowana inteligentnie, niestety zdarzają się małe wpadki. Niektóre z wydarzeń są nielogiczne, a nawet sprzeczne z tym co się działo wcześniej. Mimo to nie przeszkadza to w czytaniu.

Akcja powieści rozgrywa się w 1888 roku w Rosji. Główną bohaterką jest  Katerina Aleksandrowna, która posiada dziwny talent, a mianowicie może wskrzeszać umarłych. O owym przekleństwie, bo za to uważa swój talent, dowiaduje się przez przypadek jako dziecko, po czym przyrzeka sobie, iż nigdy więcej nie będzie z niego korzystać. Wytrzymuje w swoim postanowieniu aż do momentu, gdy na jednym z bali niebezpieczeństwo grozi synowi cara. Ta decyzja pociąga za sobą konsekwencje, których Katia chciałaby uniknąć. Jej ściśle chroniony sekret wydostaje się na światło dzienne. 

Nie wiem dlaczego, ale dopiero po tym jak sekret zostaje zdemaskowany przez syna cara, dowiadujemy się o tym, że cała rodzina carska to fae oraz o tym, że istnieją dwa dwory - Jasny i Mroczny- którymi rządzą caryca oraz wielka księżna. Wątek paranormalny jest dość dziwnie przedstawiony, ale jest to coś nowego i zaskakującego, czego po opisie książki nie można było się spodziewać.

W mojej opinii książka nie jest jakoś strasznie wciągająca, nie mniej jednak ciekawie się ją czyta. Na plus można zaliczyć to, iż wydarzenia mogą się toczyć w sposób nie przewidywalny dla czytelnika. Z drugiej strony czasami miałam wrażenie, że bohaterowie byli trochę niedopracowani pod względem charakteru jak również zachowania. Co się tyczy zakończenia, są książki, które po przeczytaniu ostatniej strony zostawiają cię z niedosytem i, na których dalszy ciąg niecierpliwie czekasz, z przykrością muszę stwierdzić, iż dla mnie ta książka taką nie była.

Podsumowując książkę mogę polecić fanom literatury, której akcja rozgrywa się w XIX wieku oraz osobom poszukującym czegoś nowego z działu paranormal romance no i oczywiście molom książkowym :).


Title: The Gathering Storm
Author: Robin Bridges
Publisher:
Delacorte Books
Pages: 368
Publication date: january 2012
Grade: 9.5/10

 
Synopsis: As she attends a whirl of glittering balls, royal debutante Katerina Alexandrovna, Duchess of Oldenburg, tries to hide a dark secret: she can raise the dead. No one knows. Not her family. Not the girls at her finishing school. Not the tsar or anyone in her aristocratic circle. Katerina considers her talent a curse, not a gift. But when she uses her special skill to protect a member of the Imperial family, she finds herself caught in a web of intrigue--and pulled between two young men who belong to very different and warring royal bloodlines. The time has come for Katerina to embrace her power as a necromancer, but which side will she choose--and to whom will she give her heart?

Have you ever experienced something like this: After reading the herald of a book you thought this book is perfectly matched for me, this is what I was looking for? It was the case with this book. Because nowadays on the market you can find a lot of paranormal books that are similar this time I was looking for something fresh and interesting. I have to admit that I wasn't disappointed.

The book is written in an easily understandable language and one reads it pleasantly. The plot is intelligent however it has some minor mistakes in it. Some of the events in the book are illogical or even contradict to what was written earlier. Despite such things it is still pleasant to read.


The plot is taking place in 1888 year in Russia. The main character is Katerina Alexandrovna, who has an odd talent. She can bring back the dead. About this curse, she thinks of it as a curse, she learns by accident in an early age. After this she promises herself not to use it ever again. She sticks to her decision until one day when something threatens tsarist son. Her decision leads to exposure of her secret.


I have no idea why, but not until after the exposure we learn that the whole tsarist family is fae and also that there are two courts - Light and Dark - ruled by tsarina and grand duchess. The paranormal thread in this book is introduced a little bit differently but it's something fresh and surprising. You couldn't have seen it coming.


In my opinion this book isn't so good at grabbing your attention. One of the good things I can say is that the events can be unpredictable for the reader. On the other hand I had sometimes an impression that the characters were a little bit half-baked in their behaviour as well as their character. About the ending, there are books that after the last page leave you wanting more, but for me it wasn't that kind of book.


To sum up with a clear conscience I can recommend this book for 19th century lovers as well as people looking for something new in the paranormal area and of course bookworms :)

 
Recenzja bierze udział w Wyzwaniu paranormal-romance

Reklama